Upał, blackout i holenderski „cud”

Upał, blackout i holenderski „cud”, czyli jak bogata Europa schodzi do poziomu Trzeciego Świata. "Operator celowo wyłączył prąd"

AS_DSC06153_20210515.webp.jSe0zZ2DMospJW1jsAkA.j5wRCrsnHM.webp

W letnie dni, gdy żar leje się z nieba, a rachunki za prąd rosną szybciej niż temperatura, Europa dostaje srogą lekcję pokory. W Holandii – tym wzorcu zielonej transformacji, kraju wiatraków, rowerów i progresywnych polityk – w niedzielę 6 lipca doszło do czegoś niespotykanego.

Operator sieci Enexis celowo odłączył prąd ok. 18 tys. odbiorcom w Tilburgu i okolicach. Windy stanęły, telewizory przestały grać, pralki przestały prać, klimatyzacja wyłączona, lodówki przestały chłodzić. Wszystko po to, by ratować sieć przed przeciążeniem w czasie rekordowego upału.

Holandia – bogaty, rozwinięty kraj członkowski UE – po raz pierwszy w historii musiała stosować metody znane raczej z krajów Trzeciego Świata. Tam prąd odłączają rutynowo z powodu chronicznych niedoborów, awarii czy politycznego chaosu, tutaj, w sercu Europy, powodem był nadmiar zielonej ambicji spotykający się z falą gorąca. Rekordowe zużycie na klimatyzację i chłodzenie, przeciążona sieć i niestabilność OZE zrobiły swoje.

To nie jest incydent. To symptom szerszego problemu. Pamiętamy hiszpański blackout z kwietnia 2025 r. – ten wielki iberyjski paraliż, gdy oscylacje napięcia i problemy z integracją masowej generacji ze źródeł odnawialnych doprowadziły do kaskadowych wyłączeń. Efekt? Miliony bez prądu na wiele godzin.

Bruksela naciska na jeszcze więcej OZE, jeszcze wyższe cele procentowe, jeszcze szybsze odchodzenie od stabilnych źródeł. 

OZE tak – ale nie w nadmiarze i bez rozsądnego zaplecza

 – powtarzają eksperci z doświadczeniem.

Bo panele i wiatraki produkują energię, gdy wystarczająco mocno świeci słońce lub wieje, ale w szczycie upału, gdy wszyscy włączają klimatyzację, system trzeszczy. Zamiast taniej, pewnej energii dostajemy droższe rachunki, ryzyko blackoutu i... celowe odłączanie prądu.

W Polsce rządzący, wierni brukselskim wytycznym, idą podobną ścieżką. Zamiast budować stabilny miks – atom, nowoczesny węgiel, gaz jako pomost – ścigamy się w procentach OZE. A potem, gdy przyjdzie upał, będziemy tłumaczyć obywatelom, że „trzeba oszczędzać”. Jak w Holandii. Jak w rozwijających się krajach Afryki czy Azji południowo-wschodniej, które jeszcze niedawno traktowaliśmy z wyrozumiałością i współczuciem.

Wyobraźcie sobie eurokratę w chłodnym gabinecie, piszącego dyrektywę o „zrównoważonej transformacji”, podczas gdy w holenderskim Tilburgu babcia nie może włączyć wentylatora, a ser w lodówce zaczyna się psuć. To nie jest przyszłość zielonej utopii – to teraźniejszość ideologicznego eksperymentu na żywym organizmie gospodarki.

To ostatnie ostrzeżenia. Kraje, które stawiają na rozsądek – na dywersyfikację, modernizację sieci i technologie, a nie tylko na procenty z Brukseli – wyjdą z tego obronną ręką. Polska ma potencjał – zasoby, inżynierów, determinację. Czas porzucić dogmaty i zbudować energetykę dla ludzi, a nie dla wskaźników. Bo w upale najważniejsze jest nie to, ile mamy fotowoltaiki, ale to, czy w gniazdku jest prąd.

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.