Trudne igrzyska, trudne Euro 2024
Trudne igrzyska, trudne Euro 2024. "Nie jedziemy jako faworyci. W związku z tym nie słychać żadnego triumfalizmu"

Jesteśmy w bardzo trudnej grupie, mało kto liczy na awans do drugiej fazy, a ja mówię, że to jest możliwe.
Życie kibica to krótkie chwile meczowych ekscytacji i długie godziny oczekiwania na mecze, rozgrywki i turnieje.
Za trochę ponad dwa miesiące ruszają igrzyska olimpijskie w Paryżu – akurat w setną rocznicę pierwszych „polskich” IO, też w Paryżu. Wtedy, przed wiekiem, zdobyliśmy pierwsze dwa medale: brązowy kolarzy torowych i srebrny jeźdźca mjr. Adama Królikiewicza. Przed trzema laty w Tokio, gdzie miałem przyjemność obserwować igrzyska jako członek Prezydium Polskiego Komitetu Olimpijskiego, zdobyliśmy największą liczbę medali w XXI w. Powtórzenie tego wyniku wydaje się bardzo trudne. Wówczas większość krążków dali Polsce lekkoatleci, którzy okazali się niespodziewanie drugą potęgą na świecie w tej dyscyplinie zwanej królową sportu. Wyprzedziliśmy lekkoatletyczne potęgi: USA, Wielką Brytanię, Francję i Niemcy (a to zawsze smakuje szczególnie!). Lepsza była tylko Italia, skądinąd też sensacyjnie zdobywająca złote medale w skoku wzwyż i w biegu na 100 m mężczyzn. Nasi ówcześni złoci młociarze, Anita Włodarczyk i Wojciech Nowicki, nie są dziś faworytami, choć akurat podium pana Wojciecha jest dla mnie „oczywistą oczywistością”, jak mawia pewien wielki polski polityk, a przy okazji wybitny znawca pięściarstwa. Nasz sensacyjny mistrz olimpijski w chodzie na 50 km Dawid Tomala ma kwalifikację olimpijską na razie tylko w nowej konkurencji, czyli… w chodziarskim mikście (chodzi mężczyzna, chodzi kobieta i oboje pracują na wynik zespołu) i też, delikatnie mówiąc, nie jest postrzegany w roli faworyta. Wioślarze, którzy z każdych IO przywozili medal, na razie mają tylko dwie kwalifikacje olimpijskie. Możemy kontynuować tę wyliczankę. Cóż, w stolicy Francji nie będzie łatwo, ale walczyć trzeba.
