Totalne przebudzenie. Wokeizm na nowo opowiada historię
Totalne przebudzenie. "Dzisiaj wokeizm na nowo pisze teksty, opowiada historię świata, burzy pomniki, zwalnia ludzi z pracy"

Pierwszorzędne znaczenie ma poprawnie polityczny język, m.in. pełen feminatywów, jak pokraczne ministerki, niepoważnie brzmiące prezydentki, czy bezosobowych zwrotów, jak zdumiewające, słynne w zeszłorocznej kampanii wyborczej aktywiszcze.
Ubiegający się o reelekcję prezydent Donald Trump chce zatrzymać szalejącą w Stanach Zjednoczonych i promieniującą na cały świat ideologię woke. Zdecydowana deklaracja kandydata na najwyższy urząd światowego mocarstwa to szansa na uratowanie naszej cywilizacji przed koleją odsłoną totalitaryzmu.
Woke, w tłumaczeniu na język polski „przebudzenie”, nie posiada ścisłej definicji. Można wyszczególnić pewne determinanty widoczne u osób odwołujących się do wspominanej ideologii. Podnoszenie ponad wszystkie inne atrybuty człowieczeństwa tożsamości rasowej i płciowej oraz koloru skóry, a także potrzeba pozycjonowania ludzi w skomplikowanych hierarchiach „ucisku” i kierowanie się zasadą niedyskryminacji. Działania podejmowane w ramach „przebudzenia” kontestują zasady logiki, rozumu i posiadają fundamentalne znaczenie dla zachodniej cywilizacji zasadę prawdy obiektywnej. „Przebudzeni” wykazują zamiłowanie do tego, co nielogiczne i emocjonalne jako bardziej autentyczne i realne w porównaniu z rzeczywistym doświadczeniem. Ma się liczyć subiektywnie odczuwana prawda, a nie obiektywy stan rzeczy. Ten bowiem ma przestać istnieć jako argument powoływany we wszelkich relacjach międzyludzkich, bo przecież wszystko, co nas otacza, ma być względne i uwarunkowane subiektywnym odczuciem. O ile nie zostanie zakwalifikowane jako mowa nienawiści, której zamkniętej definicji nie ma.
