Tęcza wraca. Kto za tym stoi? 700 tys. zł na instalację
Tęcza wraca. Kto za tym stoi? 700 tys. zł na ideologiczną instalację. Ich decyzje prowadzą Polskę do bankructwa

Tęczowa ofensywa to jednak tylko wierzchołek góry lodowej neomarksistowskiego obłędu zalewającego Polskę. Gdyby wróg chciał podbić inny kraj, nie angażując wojska, podejmowałby dokładnie takie działania, jakie podejmuje rząd Donalda Tuska
Manifestacja, prowokacja czy głupi ideologiczny rozmach? W chwili, gdy władze samorządowe powinny liczyć każdy grosz i przygotowywać się na nadciągające kryzysy, Rafał Trzaskowski lekką ręką wydaje 700 tys. zł na przywrócenie instalacji „Tęcza” na Pl. Zbawiciela. Kontrowersyjny symbol LGBT+, który z arogancją wobec katolików postawiono przed kościołem pw. Najświętszego Zbawiciela w 2012 r., był podpalany siedem razy. Ówczesna prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Waltz zapowiadała, że po każdym zniszczeniu tęcza będzie naprawiana, a w pewnym momencie instalacja stała się jednym z najbardziej strzeżonych obiektów w mieście. Ostatecznie została zdemontowana w sierpniu 2015 r. Okazuje się jednak, że wróci. Brzmi to jak ideologiczny sen wariata, ale rzeczywistość pod rządami koalicji 13 grudnia dogania najbardziej absurdalne wizje.
Inicjatorem przywrócenia tęczy jest „Homogenerał” Linus Lewandowski, lider grupy Homokomando. Ten sam, który domagał się więzienia dla prezydenta Karola Nawrockiego za to, że na jednej z konferencji wrzucił do niszczarki stronę „queerowego” komiksu z warszawskiego MSN. W promocji „Tęczy” Linusa wspierała znana z ulicznych aktów agresji wulgarna prowokatorka Katarzyna Augustynek, tzw. Babcia Kasia. Tęczowa ekipa zgłosiła pomysł jako projekt w budżecie obywatelskim i na tyle zmobilizowała ludzi do aktywności w sieci, że został przegłosowany.
