Tajemniczy bałtycki archipelagTajemniczy bałtycki archipelag. "Gdy docieramy do portu, od razu widać, że to dawny bastion"

Po raz ostatni armia rozbudowała fortyfikacje w 1825 r. i jednocześnie otworzyła tu więzienie, jednak już ćwierć wieku później twierdza Christiansø zaczęła tracić na znaczeniu.
„Słyszałeś o Christiansø i Frederiksø? Swego czasu można było na nie dotrzeć tylko na słoniu, a właściwie na jego pokładzie – starego kutra Elephant” – śmieje się Ulf, który ze mną płynie. Dziś kursuje dużo szybszy statek pasażerski z tłumem podekscytowanych turystów. Na horyzoncie wyłaniają się właśnie zagubione pośród morskich fal wyspy archipelagu Ertholmene.
O istnieniu na Bałtyku duńskiego archipelagu odległego o 18 km od Bornholmu i 145 km od polskiego wybrzeża wiedzą pewnie tylko nieliczni turyści, i to zazwyczaj żeglarze. Gdy ćwierć wieku temu odwiedziłem Bornholm po raz pierwszy, przygotowując się do pisania przewodnika turystycznego po wyspie, usłyszałem, że w pobliżu są jeszcze inne wyspy. Myślałem, że spotkany w porcie duński rybak żartuje ze mnie. W telefonach nie było wtedy internetu. Dopiero po powrocie do domu sprawdziłem, że archipelag Ertholmene faktycznie istnieje. W jego skład wchodzi sześć wysepek: Christiansø, Frederiksø, Østerskær, Vesterskær, Græsholm i Tat, ale tylko dwie pierwsze są zamieszkane. Największa wyspa Christiansø ma zaledwie 710 m długości i 430 m szerokości, a cały archipelag – niespełna 40 ha powierzchni.
