Suwerenność ginie w małych krokach. "Czy Polacy rządzą w Polsce"Suwerenność ginie w małych krokach. "To spór o to, czy Polacy rządzą w Polsce"

Gdy dyskutuje się o sprawie transkrypcji związków jednopłciowych, dużo mówi się o wartości rodziny. I słusznie. Umyka jednak wtedy inna kwestia, równie istotna, bo dotycząca samostanowienia polskiego narodu. Podobnie rzecz wygląda w sporze o Trybunał Konstytucyjny i debacie o uznawaniu lub nie wyroków i opinii instytucji europejskich. Bo nie chodzi tylko o personalia.
Jedna sprawa to spór demokratyczny o to, czego obywatele chcą od swojego państwa – o kształt rodziny, kompetencje sądów czy granice integracji. Druga, zupełnie odmienna, to pytanie, czy rozstrzygamy te problemy wewnątrz, w ramach polskiego prawa i przy urnach, czy prosimy o „pomoc” zagranicę. Obóz dzisiejszej władzy, kiedy nie daje rady wygrać w kraju, regularnie szuka wsparcia w instytucjach zewnętrznych, traktując je jako instancję odwoławczą od woli wyborców i konstytucji.
Wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 7 października 2021 r. (sygn. K 3/21), opublikowany w Dzienniku Ustaw, już tę podstawową rzecz rozstrzygnął: Konstytucja RP jest najwyższym prawem Rzeczypospolitej, mającym pierwszeństwo obowiązywania i stosowania. TK orzekł, że przepisy Traktatu o Unii Europejskiej są niezgodne z Konstytucją RP w zakresie, w jakim: organy UE działają poza kompetencjami przekazanymi przez Polskę, ustawa zasadnicza przestaje być najwyższym prawem, a nasz kraj nie może funkcjonować jako państwo suwerenne i demokratyczne. Wyrok ten jest fundamentalny i obowiązuje (a przynajmniej powinien) wszystkich w Polsce. Ignorowanie go dla zewnętrznych opinii nie jest „europejskością”, lecz akceptacją mechanizmu, w którym polski spór polityczny rozstrzyga się poza Polską.
