Stołówki szkolne w likwidacji. "Odruch wymiotny uczniów"Stołówki szkolne w likwidacji. "Ideologiczna poprawność w stołówkach trafiła na odruch wymiotny wielu uczniów"

Po trzech sezonach obsesyjnego reformowania resortu edukacji panie reformatorzynie uczyniły kolejny krok na drodze postępu. Zreformowały szkolne stołówki. Jakieś rozmazane breje udające potrawy nie spotkały się jednak z akceptacją uczniowskich kubków smakowych. Po likwidacji prac domowych, ogromnej części historii Polski, matematyki, bo za trudna, fizyki i innych lewicowczyniom wydawało się, że z likwidacją tradycyjnych potraw pójdzie łatwiej.
Niestety ideologiczna poprawność w stołówkach trafiła na odruch wymiotny wielu uczniów i uczniowiczek. O zgrozo, znaleźli się rodzice na tyle nieustraszeni, że poparli swoje dzieci, twierdząc, iż wynalazki kulinarne serwowane ich potomstwu nadają się jedynie do wyrzygania. Zielony melanż na bazie przydrożnych roślin nie został zaakceptowany również przez osiedlowe komitety babć i dziadków, twierdzące, że korzystniejsza dla rozwoju wnuków i wnukowczynek jest kromka chleba z masłem. W tej sytuacji znaleźliśmy się w oku ideologicznego cyklonu. Masło jest produktem zwierzęcym, wręcz krowim. A jego produkcja wiąże się z wydzielaniem etanu do atmosfery, na co krowom nigdy nie pozwoli doktórka, wykładowczyni oraz legislatorczyni, niejaka Spurekowa lub Spurkowianka. Na to nie mogą również zezwolić ministrowica Nowacka i wiceministerczyni Lubnauer, formalnie tytułowana też sekretarzyną stanu, może stanika? Bo właśnie z powodu tych krów planeta płonie, a byki ryczą!
