Sądowa farsa. Kolejny element psucia demokracji w USA
Sądowa farsa. "Proces Trumpa na Manhattanie to kolejny element psucia amerykańskiej demokracji"

Można lubić lub nie lubić Trumpa, nawet uważać go za zagrożenie dla demokracji, ale to nie upoważnia do tego, by ścigać go za wymyślone przestępstwa.
Mówi się, że Temida jest ślepa. Prokuratorzy i sędzia na nowojorskim Manhattanie, ścigający Donalda Trumpa, postanowili udowodnić, że tak nie jest i ochoczo dali się wykorzystać w walce politycznej.
Tłumy reporterów zbierały się od 15 kwietnia na 100 Center Street na Manhattanie, aby śledzić przebieg pierwszego procesu karnego byłego prezydenta USA. Przez sześć tygodni zeznawały dziesiątki świadków, m.in. były wydawca tabloidów David Pecker, który opisywał, jak on i były adwokat Donalda Trumpa Michael Cohen starali się „ukryć potknięciaszefa” podczas kampanii prezydenckiej w 2016 r. Mowa była niemal o wszystkim, od modelek „Playboya” po płacenie aktorkom porno za seks i kolacje dla różnych „podejrzanych” (według Cohena) sponsorów w Białym Domu, gdy Trump został już prezydentem. Idealny materiał dla prasy brukowej, ale czy to wystarczy, by skazać byłego prezydenta na więzienie?
