Rtęć poza skalą. "Co innego, gdyby rtęć się znalazła"Rtęć poza skalą. "Rozumie pani marszałek? Pisowcy już się cieszą, że rtęci nie ma, a my im: bach, w twarz, że jednak jest"

"Oni nam dywany rozkładają, za chwilę ekologów z nas zrobią, a tu się okazuje, że rtęci nie ma?"
Halo? No, kochanieńka, co jest z tą rtęcią? Ale co to znaczy, że „ma być”, skoro nie ma? Skąd wiem? Przecież siedzi redaktor Piasecki w Szczecinie pod telefonem i jak tylko coś się pojawi, to potwierdzi.
No, przecież pani mówię: zero! A, nie, przepraszam, to ja się pani pytam, jak to jest możliwe? Ja mówiłem? No, chyba pani żartuje. Że pisowcy zatruli rtęcią Odrę, bo sami są jak rtęć, a Polska jak te ryby padłe? No, ale przecież ja sobie tego nie wymyśliłem. Grodzki na Twitterze napisał: „Zatruli Odrę, zatruli Polskę”. Aha, to ja już dzwonię… Halo? Pan marszałek? Tak, wiem, że trzecia osoba. Mam pytanko: skąd pan marszałek zaczerpnął informacje o zatruciu Odry? Tak, ja wiem, że pan nie wie, czy to na pewno pisowcy, ale o tę rtęć chodzi… Gdzie? W Onecie? No, wybaczy pan, ale co to jest za źródło informacji? O, świetnie! Właśnie tego nazwiska szukałem. To jest imię czy narodowość? Nazwisko „Polak”, po prostu? No, dobrze, jakby pan marszałek miał jeszcze jakieś przecieki… Tak, ja wiem, że pan ma immunitet… Halo? Witam serdecznie, przewodniczący z tej strony. Tak, ten, nie żartuję, nie mam nastroju… Czemu? Bo jakaś… jakaś… no, mniejsza o to, niech będzie: osoba – wrzuciła newsa, jakoby Odrą, tą straszną, graniczną rzeką dzielącą wiele serc na pół, popłynęła substancja zwana rtęcią. No, właśnie, po to dzwonię! Dlatego natychmiast proszę mnie połączyć z panią Polką… Polaką… Polko… Nie z generałem! Z marszałkiem! Polką, tak! To znaczy nie! Z marszałkinią Polak! Halo? No, nareszcie. Proszę się uspokoić, dlaczego pani płacze?! Ale ja nie dzwonię w sprawie WORD, co mnie, proszę pani, obchodzą wewnętrzne sprawy lokalnych struktur?! Czy tam była praca za seks, czy za legitymację Platformy – jaka to różnica? Proszę natychmiast przestać smarkać w telefon. Słucham? To jeśli pani niemieckiego nie zna, to skąd pani wiedziała, co oni mówią? No, ale podobno o rtęci nie. Wie pani, jak to teraz wygląda? Polacy twierdzą, że jej w Odrze nie ma. Niemcy mówią, że rtęć jest, to znaczy pani tak rozumie ich słowa, zwłaszcza te, które, w odróżnieniu od ryb nie padły. Nasze największe autorytety od śniętych leszczy, mułu i dna opowiadają się jednoznacznie po stronie wyników niemieckich, które – jak się okazuje – wskazują, że rtęci nie ma, a jednocześnie ci sami ludzie muszą zanegować polskie wyniki, które wskazują identycznie. Sam redaktor Wroński z „Gazety Wyborczej” pyta publicznie: komu, rodacy, bardziej wierzycie? Niemcom czy Polakom? Niemcy biją brawo, Polacy nawet nie zerknęli, bo Wrońskiego nie śledzą, ale mija dzień, słownie: jeden, i cały przekaz Wrońskiego kończy jak te ryby nieszczęsne. A, co mi pani tutaj z wiarygodnością „Wyborczej” wyjeżdża? Jakbym nie wiedział. A o TVN24 też pani tak powie? O tym TVN, którego żeśmy bronili, a dziś tak się nam odpłacają? Widziała pani, jak pięknie redaktor Kittel donosił? O, nawet mam wycinki pod ręką: „Szczecin. Śmiercionośna rtęć w Odrze. Wystarczy kilka gramów, żeby umrzeć”. „Rtęć w Odrze. Śmiertelnie niebezpieczna fala zbliża się do Szczecina”. I co, dalej się pani dziwi, że Piasecki przy samym ujściu kibluje? O, kolejne: „Zatrucie Odry jak Czarnobyl? Fala rtęci zbliża się do Zalewu Szczecińskiego, zabijając po drodze wszystko”. No i jak to teraz, pani Polakowa, wygląda? Oni nam dywany rozkładają, za chwilę ekologów z nas zrobią, a tu się okazuje, że rtęci nie ma?
