Reparacyjna sprawiedliwość po niemiecku. "Dwie twarze"Reparacyjna sprawiedliwość po niemiecku. "Dziś Afryka to dla Niemców biznes – polityczny i gospodarczy. To by zatem tłumaczyło, dlaczego Niemcy mają w tej sprawie dwie twarze"

Na marginesie ubiegłotygodniowego Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku Ghana, Niemcy i Francja wspólnie zorganizowały debatę o sprawiedliwości reparacyjnej za historyczne krzywdy związane z handlem niewolnikami. Mowa o restytucji zagrabionych dóbr, formalnych przeprosinach, redukcji zadłużenia, a w dalszej perspektywie również o finansowej kompensacji.
Czyli jednak można.
Presja z Ghany, a nie jak u nas polityka wywieszonej białej flagi Tuska, pokazuje, że można mówić o odpowiedzialności historycznej. Można wracać do krzywd sprzed dziesięcioleci i stuleci. Można mówić o zagrabionych dobrach, o ofiarach, o zadośćuczynieniu. Można uznać, że upływ czasu nie zamyka obowiązku rozliczenia przeszłości. Ale gdy podobne pytania stawia Polska – państwo, które poniosło gigantyczne straty w wyniku niemieckiej agresji i okupacji – nagle słyszymy: „Sprawa jest zamknięta”. Wciąż żyją ofiary niemieckiej okupacji. Wciąż nie zostało rozliczone zagrabione polskie dziedzictwo. Wciąż istnieją polskie roszczenia dotyczące niewyobrażalnych strat poniesionych w latach 1939–1945. Tydzień temu pisałem Państwu, że również Grecja podnosi wobec Berlina kwestię niemieckich zobowiązań wojennych i uznaje ją za nierozwiązaną.
Trudno nie dostrzec tu fundamentalnej sprzeczności.
