Raport, którego nie było. Szkody z tego będą ogromneRaport, którego nie było. Donald Tusk traktuje bezpieczeństwo kraju wyłącznie w kategoriach propagandowych

Sprawa rzekomego raportu CIA dobitnie pokazuje, że Donald Tusk traktuje bezpieczeństwo kraju wyłącznie w kategoriach propagandowych i wewnętrznej rozgrywki politycznej. Szkody z tego będą ogromne. Z jednej strony Rosja dostała kolejny sygnał, że w Polsce nie ma konsensusu w sprawach bezpieczeństwa, z drugiej – społeczeństwo znów zobaczyło, że ostrzeżenia szefa rządu mogą być zwykłym blefem.
To wszystko wcale nie musiało tak wyglądać. Nie musiało być politycznej awantury. Po fakcie widać, że nikt nie miał z tego politycznego zysku. Wszystko wynikło ze skłonności premiera Donalda Tuska do łatwego rzucania słów, również w najbardziej poważnych tematach.
Początek to wizyta ministra koordynatora służb specjalnych Tomasza Siemoniaka w USA. Spotkał się tam z szefem CIA Johnem Ratcliffem. Przypomnijmy, że charakter wizyty nie był rutynowy. Rząd Tuska – z wyjątkiem szefa MON Władysława Kosiniaka-Kamysza – utrzymuje bardzo ograniczone kontakty z obecną amerykańską administracją, tak więc samo spotkanie miało znaczenie. Jego waga była tym większa, że odbyło się ono krótko po nadzwyczajnej wizycie Ratcliffe'a w Moskwie.
Od razu po spotkaniu Siemoniak zamieścił wpis na platformie X: „Jestem po bardzo ważnej rozmowie w siedzibie CIA z szefem Johnem Ratcliffem. Przekazałem właśnie premierowi Donaldowi Tuskowi najistotniejsze informacje dotyczące bezpieczeństwa Polski, które wynikają z tego spotkania”. Chwilę później w rozmowie z dziennikarzami doprecyzował, że od razu po spotkaniu w siedzibie CIA zatelefonował do Tuska i tą drogą poinformował o treści rozmów. Nie mówił o raporcie otrzymanym z CIA. Dodał, że po powrocie złoży pełną relację.
