Produkować amunicję już! Nie być uzależnionym od innychProdukować amunicję już! Polska armia nie może być uzależniona od kaprysów międzynarodowych szulerów i krętaczy

Zapowiadane bagna, moczary i rozlewiska sugerują, że będzie to tarcza na wodzie.
Któregoś dnia PAP ogłosiła, że w lipcu nastąpi mobilizacja 200 tys. polskich żołnierzy, którzy wyjadą walczyć na Ukrainę… No, no, pomyślałem sobie, minister wojny Kosiniak-Kamysz nie bez powodu opowiadał o bojowym plecaku ewakuacyjnym. Po dwóch dniach okazało się jednak, że agencja puściła, za przeproszeniem, bąka dezinformacyjnego. Zapachniało ruską prowokacją. Co jest tym bardziej ciekawe, że personel neo-PAP raczej wie, kto za kim stoi i pociąga za sznurki.
Ale pojawił się temat ciekawszy, mianowicie sondaż, czy Polska powinna wysłać wojsko na Ukrainę. Niezależnie od wyniku i wiarygodności badań, pozwolę sobie bardzo poważnie zaproponować, by państwo polskie przede wszystkim zaczęło produkować amunicję. W następnym kroku, by powróciło do ćwiczeń rezerwy, a w kolejnym zarządziło pobór młodych roczników. Nie ma po co udawać chojraków, wtrącać się do wojny z zapasem amunicji na trzy dni. Nie ma sensu powiększać stanów osobowych brygad i dywizji, skoro brakuje gwarancji, iż żołnierze będą mieli czym strzelać. Polska armia nie może być uzależniona od kaprysów międzynarodowych szulerów i krętaczy. Widzimy, co się dzieje na Ukrainie, gdzie tygodniami frontowe oddziały czekają na sprzęt i pociski obiecywane przez fałszywych sojuszników. Zakładam, że obecne dowództwo ma wiedzę i ambicję, by utrzymać gotowość bojową na wysokim poziomie, niezależnie od doraźnych wybryków sfer politycznych.
