Prezydent rezygnuje, ale nie do końca. "Półtoraroczne protesty"
Prezydent rezygnuje, ale nie do końca. "Tłem rezygnacji Vučića są wielomiesięczne protesty na ulicach serbskich miast"

Uczestnicy demonstracji bezskutecznie domagają się rozliczenia winnych tragedii i zarzucają władzom korupcję przy zawieraniu kontraktów budowlanych.
Prezydent Serbii Aleksandar Vučić zapowiedział rezygnację z urzędu i przedterminowe wybory. „Będę prezydentem jeszcze tylko przez kilka tygodni, a potem zrezygnuję” – powiedział na wiecu, który odbył się przed tygodniem w Belgradzie. Nie oznacza to jednak odejścia z życia publicznego „mocnego człowieka Serbii”.
Vučić nie podał daty rezygnacji ani rozwiązania parlamentu, co zostało uznane przez liderów trwających już półtora roku protestów za manewr taktyczny. Prezydent podkreślił, że zamierza wspierać rządzącą Serbską Partię Postępową (SNS), a w nadchodzącej kampanii lista tej partii zostanie rozszerzona o inne ugrupowania i zostanie przemianowana na Zjednoczoną Serbię. Zdaniem liderów opozycji decyzja Vučića wynika z tego, że w maju przyszłego roku i tak upływała jego druga kadencja, a w świetle obowiązującej konstytucji nie miałby on prawa ubiegać się o trzecią. Wzorem Rumena Radewa, obecnego premiera Bułgarii, a wcześniej prezydenta, Vučić chce stanąć na czele bloku popierających go partii, co może mu otworzyć drogę do funkcji szefa rządu. Ten 56-letni polityk namaściłby wtedy któregoś ze swoich współpracowników do startu w wyborach prezydenckich, które byłoby łatwo wygrać, zwłaszcza że opozycja jest nieprzygotowana do przyspieszonego scenariusza wyborczego. Vučić, który do polityki wszedł jeszcze za czasów Miloševicia, w latach 2014–2017 był już premierem, co nie wyklucza, że również teraz chce powtórzyć ten manewr.
