Prawdziwe opowieści dziwnej treści. Kulisy ważnej łapówki
Prawdziwe opowieści dziwnej treści. "Płacę tym sędziom, a oni potem i tak gwiżdżą jak chcą". Łapówkę wzięły żony

Rosja sprzedała mecz… Brazylii, która miała wówczas słabą drużynę i wolała dmuchać na zimne
Do końca życia będę pamiętał rozmowę z właścicielem klubu piłkarskiego mistrza Polski, który grał w eliminacjach Ligi Mistrzów. Było to dawno, a rozmawialiśmy poza krajem, tuż przed meczem tegoż klubu w europejskich pucharach. Ów biznesmen, mocno rozgoryczony, powiedział bardzo szczerze, choć dopiero się poznaliśmy: „Panie, jak to jest? Płacę tym sędziom, a oni potem i tak gwiżdżą jak chcą”.
Pamiętam też rozmowę z prezesem bardzo ważnego związku (sporty zespołowe). Mowa była o zawodniczkach – córkach reprezentantów Polski, których rodzice wyjechali zarobić w zachodnich klubach, zostali tam, a ich dzieci poszły śladem rodziców i też uprawiały sport, często trafiając do reprezentacji państw, w których osiedliła się ich rodzina. Było to po bardzo ważnym meczu z Belgią w mistrzostwach Europy. W jej składzie zagrały aż cztery Polki. Nasza reprezentacja doznała niespodziewanej porażki, właśnie w dużej mierze dzięki rodaczkom grającym u rywalek. Po meczu rozmawiałem z prezesem tegoż związku i zapytałem, dlaczego dziewczyny z polskich rodzin, zresztą mówiące po polsku, nie grają dla Biało-Czerwonych. Na co ten odparł, że federacji nie stać na zapłacenie 500 tys. euro odstępnego dla belgijskiego związku za jedną siatkarkę. Osłupiałem. Wydawało mi się to tak nieprawdopodobne, że zapytałem sekretarza generalnego naszej federacji, jak to naprawdę wygląda. Odpowiedział, że Belgom chodziło nie o 500 tys. euro tylko o… 50 tys.!
