Polscy Aborygeni. "Nieprzystosowani do życia"Polscy Aborygeni. "Za 50 lat getta białych tubylców na marginesie miejskich kalifatów!"

Odnoszę wrażenie, że młodzież, podobnie jak Aborygeni, nie dostrzega związku między aktem seksualnym a narodzinami dziecka.
Jak większość chłopców dorastających w PRL, swą wiedzę o świecie czerpałem z książek Alfreda Szklarskiego. Gdy po wielu latach zawitałem wreszcie do Australii, patrzyłem na nią przez pryzmat „Tomka w krainie kangurów”, konfrontując moje dawne wyobrażenia ze stanem faktycznym. Okazało się, że Aborygenów przestano traktować jako miejscową faunę całkiem niedawno, prawa wyborcze otrzymali dopiero w 1965 r. Cóż, tubylcy nie wymyślili koła ni łuku, ale fenomen bumerangu i didgeridoo (drewniany instrument dęty) mocno zaistniał w międzynarodowej świadomości. Niestety genialne zdolności tubylców do przetrwania w buszu zanikły w zderzeniu z cywilizacją białego człowieka. Nie przełożyło się to na awans społeczny Aborygenów i ich spektakularne kariery. Potomkowie legendarnych tropicieli dogorywają dziś na obrzeżach wielkich miast, trwoniąc rządowe zasiłki na alkohol i narkotyki.
Odnoszę wrażenie, że nasza młodzież jest równie nieprzystosowana do przeżycia w nowej rzeczywistości. Podobnie jak Aborygeni nie widzi ona związku aktu seksualnego z narodzinami dziecka, stąd wokół tyle aborcji. Ale mieszkańcy buszu intuicyjnie dbali o swoje plemię, chroniąc zwłaszcza tych najbardziej bezbronnych – dzieci i starców. U nas bachory określa się jako „udrękę”, a staruchów „leczy” pavulonem. Nałogiem ostatniego pokolenia białych stała się wirtualna nirwana, która odbiera zdolność do racjonalnego myślenia i działania w grupie: jako rodzina, wspólnota, naród. Pewnie dlatego określenie „ostatnie pokolenie” brzmi tak apokaliptycznie.
