Pobór, który jest lubiany. Model bardziej zindywidualizowanyPobór, który jest lubiany. "Nowy model służby w armii jest znacznie bardziej zindywidualizowany niż w przeszłości"

System służby w siłach zbrojnych został przebudowany, zyskał nowe oblicze, a na poziomie komunikacji społecznej.
Jak przełamać niechęć wśród młodych do służby wojskowej? Tu wiele możemy się nauczyć od Skandynawów i Bałtów. W Szwecji każdy młody poborowy sam decyduje, w jakich jednostkach chce odbyć służbę, a powołanych do wojska zaczęto przedstawiać jako szczególnie utalentowanych, godnych zatrudnienia i wyjątkowo przydatnych obywateli.
Elisabeth Brow, pisząc dla RUSI, najstarszego europejskiego think tanku strategicznego z siedzibą w Londynie, raport poświęcony obowiązkowej służbie wojskowej w krajach skandynawskich, zauważyła dziwne zjawisko. Otóż jeden z oficerów norweskiej armii odpowiadający za selekcję poborowych powiedział jej, że wojsko ma duży problem z rodzicami kandydatów do służby, którzy używają swych koneksji, wpływów, a zdarzają się też przypadki posuwania się do próby przekupstwa tylko po to, aby ich dzieci mogły założyć mundur. Nie chodzi w tym przypadku o chęć zdyscyplinowana młodych, lecz zupełnie inne zjawisko. W Norwegii służba jest obowiązkowa w sensie prawnym i obejmuje zarówno kobiety, jak i mężczyzn, ale faktycznie mamy do czynienia z systemem selektywnym. Siły zbrojne wybierają i wcielają do służby ok. 15 proc. osób z każdego rocznika, co powoduje, że ci, którzy zostali wskazani, są uznawani za elitę swojego pokolenia, najlepszych z generacji. Ten mechanizm uruchomił zabiegi rodziców chcących, aby ich dzieci znalazły się w ten sposób w gronie wybranych, mimo że służba nie jest krótka, bo trwa od 12 do nawet 18 miesięcy.
