Po nas choćby potop!Po nas choćby potop! "Błogosławiona jest młodzież, albowiem ona odziedziczy dług narodowy"

_MIL6029_MF.webp
FacebookTwitter

Przez trzy lata rządów europejskiego teamu Donalda Tuska i Andrzeja Domańskiego zadłużenie Polski wzrosło o 200 mld zł więcej niż przez osiem lat władzy PiS, a jeśli uwzględnić plany na 2027 r., będzie to 600 mld więcej i pod koniec przyszłego roku będziemy wisieć okrągłe 3 bln zł.

Nawet rząd wiedział, że to nastąpi. Już w sierpniu premier Donald Tusk zaczął przygotowywać Polaków na to, co nieuchronne i obarczać winą prezydenta, choć to jego rząd usilnie na to pracował już od 2,5 roku. 21 sierpnia przed posiedzeniem Rady Ministrów przed kamerami – to dobra chwila, by pokazać troskę o los ojczyzny i rzucić kilka oskarżeń – powiedział: „Chcę bardzo wyraźnie podkreślić, że zarówno to na co liczymy, a więc utrzymanie wysokiego ratingu Polski, jak i ten odpowiedzialny balans między deficytem a wydatkami, które uważamy za konieczne, on jest także zależny od dobrej współpracy czy dobrej woli innych, nie tylko rządu, nie tylko parlamentu, lecz także od prezydenta. Wiemy, że to zaufanie do Polski, polskiej gospodarki i finansów jest także zależne od tego, czy świat, ale także my, obywatele, jesteśmy pewni, że rozwiązania znajdą też akceptację w pałacu prezydenckim czy będą wetowane. Każde weto prezydenckie podważa jakiś element zaufania do Polski”.

Tego dnia wieczorem agencja Fitch przedstawiała rating Polski, czyli ocenę jej wiarygodności finansowej. Został on utrzymany na dotychczasowym poziomie A-, lecz potwierdzono negatywne perspektywy, a więc przewidywano, że będzie gorzej. „Negatywna perspektywa odzwierciedla brak wiarygodnego planu konsolidacji fiskalnej, wyzwania polityczne w kraju oraz ryzyka przedwyborczego luzowania fiskalnego, co osłabiło zaufanie do zdolności władz do wdrożenia dodatkowych środków fiskalnych i ograniczenia wysokich deficytów” – podała agencja Fitch

Po raz pierwszy od 24 lat

Wstrząs nadszedł miesiąc później. 18 września agencja Moody's z tzw. wielkiej trójki agencji ratingowych, która do tej pory najwyżej oceniała finansową wiarygodność Polski, obniżyła ją do poziomu A3, co oznacza m.in., że jest ona na poziomie słowackiej, litewskiej, chorwackiej, a gorsza niż Czech, Litwy, Słowenii, Estonii. Na pierwszy rzut oka nie ma dramatu, ale agencja obniżyła rating Polski po raz pierwszy od 24 lat. Mamy za sobą ponad trzy dekady sukcesów gospodarczych, 22 lata obecności w Unii Europejskiej i deszcz pieniędzy, którymi nas zasypała, a tu nagle taki policzek dla jedynego słusznego, rasowo europejskiego rządu Donalda Tuska.

Co ta obniżka i perspektywy, jakie jej towarzyszą, oznaczają? Łatwiej będzie to pojąć, opisując najpierw, w jaki sposób doszliśmy do punktu, w którym się znajdujemy. A w największym skrócie jest on taki: Polska jest zadłużona na 2,6 bln zł. Dług przyrasta w tempie ok. 1,5 mld dziennie, a rząd Tuska w ciągu czterech lat (doliczamy już plan na 2027 r.) funduje nam deficyt większy niż to, co nasz kraj otrzymał netto z UE przez cały okres swego członkostwa. Polsce jeszcze nie grozi bankructwo, ale niemal zmarnowanie tego, co osiągnęliśmy przez ostatnie dekady, stagnacja i nędzne pełzanie gospodarcze, jak w przypadku państw Europy Zachodniej, których mieszkańcy są realnie biedniejsi niż 20 lat temu, a młode pokolenie ma perspektywy gorsze niż rodzice czy nawet dziadkowie. Popatrzmy na miasta i wioski, na nasze domy, wakacje, samochody, rozrywki, na zasobność portfeli, na dostatek, który wypracowaliśmy, na wszystko, co składa się na nasze życie z materią i pomyślmy, że osiągnęliśmy absolutny szczyt dobrobytu. Że w perspektywie naszego życia lepiej już nie będzie, że nasze dzieciaki będą miały gorzej niż my. Bo jak w swej cynicznej wypowiedzi obwieścił Radosław Sikorski, jeden z twórców tej beznadziei: „Błogosławiona jest młodzież, albowiem ona odziedziczy dług narodowy”.

A co odziedziczył rząd Tuska? Suma deficytów za ostatnie cztery lata rządu Mateusza Morawieckiego – a był to czas COVID-19 i wybuchu wojny na Ukrainie – wyniosła 209,5 mld zł. Zadłużenie Polski wynosiło 1,7 bln zł, przy czym przez całe osiem lat rządów Zjednoczonej Prawicy zwiększyło się o 770 mld zł. Ogromna część tego – 650 mld zł – przypada na ostanie cztery lata, a więc pandemię i wojnę na Ukrainie.

Co z tymi liczbami robi rząd Tuska? Mnoży je wielokrotnie. Już pierwszego roku rządów deficyt budżetowy wynosi 210 mld zł, a zatem więcej niż cztery deficyty Morawieckiego. Ten rok da się jeszcze usprawiedliwić tym, że to nie minister Andrzej Domański przygotował budżet, tylko jeszcze ekipa Morawieckiego zaplanowała rekordowy deficyt w wysokości 165 mld zł. Ale to koalicja Tuska dorzuciła 65 mld i wykopała dziurę wszech czasów. Rekord nie przetrwał długo, bo ledwie rok. W 2025 r. dziura wyniosła 275,6 mld zł, w 2026 r. będzie to 271 mld zł, a na przyszły rok zaplanowano – szampany strzelają, konfetti się sypie, kolejny rekord ustanowiony – 283 mld zł. Razem piękna sumka – 1,4 bln zł, czyli więcej niż cały zysk z bycia w poligamicznym stadle z Unią od 22 lat. Wszystkie dotacje, dary, zapomogi, subwencje, granty, cała ta kasa, która do połowy tego roku przypłynęła z Brukseli, to 279 mld euro. Od tego odejmujemy 103 mld euro, które wpłaciła Polska, i zostaje nam na czysto – czyli netto – 176 mld euro. To 750–755 mld zł, a więc o 300 mld zł mniej niż dziury Tuska. Wielkie gratulacje: pan premier i jego rząd operują tak wielkimi sumami, że ostatecznie udało im się obalić mit, jakoby te wszystkie pieniądze, którymi obsypała nas UE, pozwoliły zbudować w Polsce cywilizację.

Przez trzy lata rządów europejskiego teamu Tuska zadłużenie wzrosło o 200 mld więcej niż przez osiem lat władzy PiS, a jeśli uwzględnić plany na 2027 r., będzie to 600 mld więcej i pod koniec przyszłego roku będziemy wisieć okrągłe 3 bln zł. Te przyrosty manka to oczywiście nie jest suma deficytów i pożyczek, bo nowymi częściowo spłacamy stare długi.

Polityka schizofrenika

Co się stało, że pieniędzy jest tak mało? Najkrócej mówiąc: rząd Tuska przehulał, rozdał, zmarnował niemal całą ogromną kasę. Wydatki całkowicie rozjechały się z przychodami. Po stronie budżetowego urobku jest znacznie mniej pieniędzy, niż przewidywano, niż powinno być, gdy się tak nimi bezrozumnie szasta. Nawet nie dlatego, że efektywność w ściąganiu podatków spadła – np. luka VAT nie powiększyła się. Chodzi o to, że nie spełniają się rojenia o poziomie wpływów. Nie stworzono warunków, by rosły w odpowiednim tempie do wydatków. Np. wzrost konsumpcji jest niższy, czyli kupujemy mniej, niż minister Domański wymyślił sobie w budżecie, w związku z czym tylko wpływ z VAT jest mniejszy, niż zapisano w księgach. Wolniej rosną płace, więc wolniej, niż się to marzyło, zwiększają się wpływy z podatku PIT. W 2025 r. dochody były o 38 mld niższe, niż zaplanowano. Od trzech lat nie nadążają za rosnącymi wydatkami. Podobnie nie nadąża PKB. Tylko 800+ to 36 mld zł rocznie więcej. Do tego 13. i 14. emerytura, dotacje do ZUS i FUS, podwyżki wynagrodzeń w sferze budżetowej i dla nauczycieli, babciowe, renta wdowia i inne. Żeby wydawać jak rząd Zjednoczonej Prawicy, trzeba też zarabiać. Tymczasem dream team Tuska skopiował szeroki gest, ale nie ma bladego pojęcia, jak na to wszystko zapracować.

W wielu pojedynczych, ale składających się na całość przypadkach, jest jak w dziele, które moglibyśmy napisać: „Polityka schizofrenika”. Oto należąca do państwowego France Telecom francuska firma telefoniczna Orange zapłaciła w 2025 r. 50 mln zł podatku dochodowego, w 2024 r. – 66 mln zł, ale za to w tym roku dostała w darze od rządu Tuska 770 mln zł z KPO. Rafał Brzoska, którego firma InPost zapłaciła w 2025 r. 0,5 mld zł podatku, od lat alarmuje, że zagraniczne firmy kurierskie nie płacą nic, np. w 2024 r. niemiecki DHL zapłacił okrągłe zero. Wielkie zagraniczne korporacje łupią Polskę.

Takie przypadki składają się na niewydolność całego systemu. W 2024 r. inwestycje dosłownie załamały się – w niektórych branżach, jak budownictwo, nawet o kilkanaście procent. W całej Unii wskaźnik inwestycji do PKB był gorszy tylko w Grecji. Nakładające się na siebie deficyty budżetowe powodują szaleńczy przyrost kosztów obsługi długu publicznego. Na same odsetki wydamy w tym roku 109–115 mld zł, ale za to w przyszłym – jeszcze więcej.

Jak do tego doszło, nie wiem

Jesteśmy w takim miejscu, zatem agencja Moody's obniżyła Polsce rating, a więc ocenę wiarygodności kredytowej, do poziomu najniższego od 2002 r., czyli czasów, kiedy nie byliśmy jeszcze w UE. Ba, wtedy byliśmy nawet przed referendum akcesyjnym. W uzasadnieniu podano: „Obniżenie ratingu Polski do poziomu A3 odzwierciedla nasze oczekiwania dotyczące trwałego pogorszenia się kondycji fiskalnej Polski”.

Ostrzeżenia analityków z instytucji finansowych płynęły od ponad dwóch lat. W 2025 r. agencja Moody's utrzymała rating, ale pisała o negatywnej perspektywie. Eksperci Europejskiego Kongresu Finansowego (EKF) w prognozach z 2025 r. wskazywali, że „koszty obsługi długu wymykają się spod kontroli”. Instytut Odpowiedzialnych Finansów pisał w raporcie: „Polska weszła na ścieżkę trwałej nierównowagi fiskalnej”. Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku, mówił: „Ogarnijmy się, bo sytuacja będzie coraz poważniejsza”.

Jeśli jednak słuchać rządu i premiera, to trzeba uwierzyć, że winien jest temu Karol Nawrocki, gdyż ciągle wetuje wspaniałe projekty ustaw mających zwiększyć dochody. Odpowiada nawet za deficyty z czasów prezydenta Andrzeja Dudy. Po stronie wspaniałego teamu Tuska nie ma żadnej refleksji. Właściwie to minister Domański powinien wdziać stożkową, papierową czapeczkę, dąć w papierową trąbkę i na okrągło puszczać sobie fragment piosenki Zenka „Przez twe oczy zielone”: „Jak do tego doszło, nie wiem”.

Niestety decyzja Moody's nie jest tylko oceną przeszłości, ale ma moc sprawczą. Stanowi bowiem ostrzeżenie dla inwestorów, że sprawy mają się coraz gorzej. Będą więc wymagali wyższych odsetek. Rząd będzie musiał płacić wyższą premię za ryzyko przy emisji nowych obligacji. Przy ogromnych potrzebach pożyczkowych (w tym roku blisko 700 mld zł, bo trzeba rolować stare długi) oznacza to skokowo rosnące wydatki na obsługę długu w kolejnych latach. Państwo zawsze jest dłużnikiem najbardziej godnym zaufania, więc jeśli jego wiarygodność kredytowa spada, to tym bardziej wszystkich jego instytucji, firm i obywateli. My, Kowalscy, możemy za to zapłacić wyższym oprocentowaniem naszych kredytów. Nie należy się spodziewać jakichkolwiek obniżek VAT czy akcyzy na paliwa, bo w rozpaczliwej sytuacji finansowej rząd się pewnie na to nie odważy. Efekt nie jest natychmiastowy, bo rynek w jakiejś mierze wycenił już wcześniej pogarszającą się sytuację fiskalną, ale jesteśmy na szybkiej ścieżce do wielkiej kumulacji, kiedy poziom zadłużenia przekroczy dopuszczalne wskaźniki bezpieczeństwa i wtedy, w latach 2028–2030, włączą się automaty hamulcowe.

Oznacza to ograniczenie waloryzacji emerytur i rent, zamrożenie płac w sferze budżetowej, konieczność przygotowania budżetu zbliżonego do zrównoważonego. Realne cięcia lub zamrożenie części wydatków socjalnych, inwestycyjnych – żegnaj CPK, po co nam lotnisko w Polsce, skoro jest w Berlinie. Ograniczenie tempa wzrostu wydatków na ochronę zdrowia, edukację, programy społeczne. Za tym wszystkim spadek dochodów gospodarstw domowych i spowolnienie wzrostu gospodarczego. Radykalne, bolesne scenariusze ratunkowe to nie jest żadna abstrakcja. W ostatnich latach ćwiczono je niemal we wszystkich krajach Unii.

A tak naprawdę już się kręcimy, lej już nas zasysa. Szybkim efektem obniżki ratingu jest m.in. gwałtowne osłabienie się złotówki względem euro. Nie musi być trwałe, ale perspektywy są liche. Owo osłabienie w ciągu ledwie kilku dni oznacza, że obsługa pożyczki SAFE będzie nas kosztować o 2 mld zł więcej. Do tego trzeba dodać skutki podniesienia stóp przez Europejski Bank Centralny w czerwcu i wrześniu. To 8 mld zł. Domański zachwalał unijną pożyczkę SAFE, twierdząc, że zaoszczędzimy 37 mld, w porównaniu z sytuacją, gdyby dream team Tuska zaciągał dług w Polsce. A tu w trzy miesiące przepalona została ponad jedna czwarta tych urojonych oszczędności – koszt obsługi SAFE wzrósł o 10 mld zł. Wystarczy, że domniemane 3,3 proc. oprocentowania pożyczki SAFE wzrośnie do 3,5 proc., a kurs euro o kilka procent – do 4,65 zł – i cała ta wyśniona oszczędność 37 mld SAFE wyparuje.

Zaledwie dwie wspomniane podwyżki stóp EBC spowodowały również, że koszt obsługi KPO rośnie nawet o 20 mld zł. I cyk: trzy miesiące i o 30 mld więcej na plecach do dźwigania, bez jakiejkolwiek naszej kontroli. To pokazuje, po jakiej wąskiej kładce, po jak cienkim lodzie stąpamy.

W listopadzie decyzję wyda kolejna agencja ratingowa, Standard & Poor's, i nie należy się spodziewać żadnych dobrych wieści.

Co z tym wszystkim zrobi rząd? Moje podejrzenia są najgorsze – nic. Sytuacja Polski jest ekipie Tuska całkowicie obojętna. Wszystko będzie zależeć od prognoz dotyczących utrzymania władzy. Jeśli nie będzie szans na jej przedłużenie, to wrzasną: „Po nas choćby potop!”. Podzielam opinię Janusza Szewczaka, byłego wiceprezesa ORLENU, który w wywiadzie dla portalu wPolityce.pl mówił: „Pewnie myślą, że najwyżej o zrujnowane finanse będą się później martwić ich następcy. Zostawiamy zrujnowane finanse publiczne, spaloną ziemię, a następcy będą musieli się z tym borykać i podejmować, ratując finanse publiczne, decyzje. I tu pojawia się kolejny wątek, bo być może następcy będą musieli wykonywać polecenia Komisji Europejskiej, która już objęła Polskę procedurą nadmiernego deficytu”. I będzie tak, jak Trzeciak tłumaczył Siarze w filmie „Killer-ów 2-óch”: „A kto kontroluje długi, ten kontroluje dłużnika”.

 

Źródło: Tygodnik Sieci, wydanie 2026/40
FacebookTwitter

Czekamy na Wasze maile z uwagami i komentarzami: [email protected]. Dołącz do naszej społeczności, wykup dostęp do STREFY PREMIUM. Subskrybuj
To najlepsza forma wsparcia naszych mediów.

Redaktor Naczelny:
Łukasz Wróblewski
Zespół:
Joanna Jaszczuk, Adam Kacprzak, Tomasz Karpowicz, Robert Knap, Adam Stankiewicz, Kamil Kwiatek, Natalia Wierzbicka, Adrian Siwek, Adam Bąkowski, Sławomir Cedzyński.
Autorzy:
Wojciech Biedroń, Jacek Karnowski, Marzena Nykiel, Goran Andrijanić, Marek Budzisz, Jerzy Jachowicz, Grzegorz Górny, Aleksandra Jakubowska, Stanisław Janecki, Dorota Łosiewicz, Dariusz Matuszak, Andrzej Potocki, Marek Pyza, Aleksandra Rybińska, Marcin Wikło, Piotr Gursztyn, Jerzy Szmit.