Patrioci dla Europy: sojusznik czy kłopot na prawicy?
Patrioci dla Europy: konkurent, sojusznik czy kłopot na prawicy? "Polacy sprytnie rozegrali konkurentów"

Cokolwiek sądzić o frakcji Patrioci dla Europy, stoi za nią 18 mln głosujących, więc także ci wyborcy są objęci kordonem sanitarnym.
Od kiedy w mediach głównego nurtu panuje swoisty terror dezinformacji, a etykiety typu „populizm” czy „eurosceptycyzm” stały się poręcznym narzędziem lewicowej propagandy, prawica staje wobec coraz większych wyzwań. Tymczasem jej wewnętrzne rozłamy osłabiają skuteczny opór wobec grupy trzymającej władzę w UE. Czy nowe ugrupowanie Patrioci dla Europy jest konkurentem, czy sojusznikiem EKR, a może bardziej Kremla? Już widać jeden pożytek z jego istnienia: spowodował wzrost prestiżu Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, stając się nowym „chłopcem do bicia” dla mainstreamu.
Ostatnie pięć lat aktywności Parlamentu Europejskiego sprawiło, że każdy uczciwie myślący Polak, który stanął w centrum Warszawy przy słupie kilometrowym, zadumał się nad ukrytym przesłaniem płynącym z inskrypcji: Warszawę dzieli identyczna odległość od Brukseli i Moskwy: 1122 km. Cóż za wymowna metafora dla nas, którzy kiedyś obserwowaliśmy ingerencję Kremla w nasze życie, a teraz żyjemy w rytm dyrektyw lub rezolucji płynących z Brukseli. Wstępowaliśmy do Unii Europejskiej, która szanowała suwerenność narodów, ale jak określił to niedawno prof. Ryszard Legutko:
