Panie doktorze, zabiłem 35 ludzi
Panie doktorze, zabiłem 35 ludzi. Jest jeszcze coś, co pcha tych żołnierzy do walki

Oni kochają swój kraj nie tylko w duchowo- kulturowej abstrakcji, kochają przecież także konkretnych ludzi.
W napięciu czekają na ostrzały, śpią mało, więcej czasu spędzają na czyszczeniu broni, by była niezawodna, niż na higienie własnego ciała, wreszcie zabijają wściekłych Rosjan biegnących z okrzykiem na ich wojskowe pozycje. Ale gdy chwila ciszy zamienia się w dłuższy czas, w głowie odzywają się traumy, lęki i metafizyczne pytania.
Duży gmach w Charkowie, miejsca ujawniać – jak zwykle – nie można. Znajduje się tam centrum psychoterapii dla żołnierzy, którzy zgłosili się po pomoc psychologa. Po rekomendacji dowódcy i wypełnieniu ankiety można się po prostu załapać na specjalny projekt Sił Zbrojnych Ukrainy, w którym tydzień spędza się w specjalnym ośrodku na spotkaniach, rozmowach i konsultacjach. Na jeden dzień może przyjechać rodzina i wtedy rozmowa z psychologiem odbywa się wspólnie. Jest w tym sporo naturalnego, ludzkiego oczyszczenia, wyrzucenia z siebie tego, co się widziało, co się czuje, czego się bardzo, bardzo żałuje. Żołnierze słyszą nie tylko o technikach radzenia sobie z kipiącymi w głowie emocjami, lecz także po prostu dowiadują się, że te ich odczucia są normalne, że będzie ich jeszcze napadał gniew, rozpacz i strach. Większość pensjonariuszy po tygodniu czuje się na tyle wzmocniona, że po krótkim urlopie wraca do jednostki – z jednego, najważniejszego powodu, mając konkretną motywację, ale o tym później.
