Pani od rzęs i kalendarza premiera
Pani od rzęs i kalendarza premiera. "Warto mieć świadomość licznie potwierdzanych schematów działania wrogich specsłużb"

Można kpić z wątpliwości, czy za karierą Ukrainki nie stoją obce służby, ale te szyderstwa najwięcej radości wywołują tam, gdzie Polsce nie życzą dobrze.
W ostatnich miesiącach regres polskiego państwa widzimy w przestrzeganiu prawa, gospodarce czy rezygnacji z obrony naszych interesów na arenie międzynarodowej. Do tego doszła katastrofa wizerunkowa w związku z tajemniczą współpracownicą Donalda Tuska. Padają pytania o zabezpieczenie kontrwywiadowcze wokół szefa rządu, a także o granice kompromitacji państwa, którego premier bierze na asystentkę ukraińską specjalistkę od depilacji brwi.
Jeszcze kilka dni temu w jednym z warszawskich salonów urody niczego nieświadome klientki oddawały swe twarze w ręce nie byle kogo, bo osobistej asystentki Donalda Tuska. Była ona zachwalana na stronie firmy jako „zakochana w anatomii skóry” absolwentka kosmetologii, specjalizująca się w „technikach stylizacji i upiększania okolicy oka i brwi”. Piszemy w czasie przeszłym, bo jej zdjęcie i opis zniknęły ze strony gabinetu. Okazuje się, że Kristina Woronowska, bo o niej mowa, nie pracuje już w tym miejscu, co potwierdziliśmy w salonie.
