Ostatni dzwonek. "Zaangażowanie polityczne WOŚP"
Ostatni dzwonek. "Zaangażowanie polityczne WOŚP nie jest sprawą nową". W tym roku finał WOŚP nie wywołał poruszenia społecznego

Dzieci zniknęły z krajobrazu życia milionów Polaków z pokolenia WOŚP, więc hasło wsparcia leczenia najmłodszych traci siłę mobilizacyjną. Może czas na akcję wsparcia leczenia „psieci”?
W dniu finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy zebrana suma znów była trochę wyższa niż w zeszłym roku i wyniosła ponad 183 mln zł. A więc formalnie znów rekord – z zastrzeżeniem, że ostateczna suma zbiórki będzie znana w marcu. Ale na tym kończą się dobre wiadomości związane z tą liczącą już sobie 34 lata akcją pomocy chorym dzieciom. Bo w tym roku finał WOŚP nie wywołał szerszego poruszenia społecznego, a można nawet powiedzieć, że dało się zauważyć oznaki społecznego chłodu. Np. w Białymstoku, dużym mieście wojewódzkim, w momencie, gdy puszczano „światełko do nieba”, pod sceną spacerowało zaledwie kilka osób. Podobne nagrania napłynęły z innych miast, np. z Kędzierzyna-Koźla. W wielu miejscach, np. w Zbąszynku, w ogóle nie utworzono sztabów WOŚP, powołując się na nikłe zainteresowanie wolontariuszy. Liczne relacje mówią o braku kwestującej młodzieży w miejscach, w których zazwyczaj było głośno od puszek wypełnionych monetami.
Mroźna pogoda nie jest w tym przypadku usprawiedliwieniem, bo przecież dekadę czy dwie temu też bywało zimno i wietrznie, a jednak WOŚP aż furczała, napędzana autentyczną energią i zaangażowaniem setek tysięcy Polaków. Przyczyny relatywnego załamania są inne. Przede wszystkim to błędy bądź świadome decyzje samego lidera akcji Jerzego Owsiaka. Zaangażowanie polityczne WOŚP nie jest sprawą nową, prawicowe media opisywały je od lat. Były to jednak działania poboczne, raczej metapolityczne. W kampanii w 2023 r. pękły wszelkie bariery. Wywieszono setki plakatów, w którym zapowiadano walkę ze „złem”, czyli – co było jasne dla niemal każdego – z rządem Prawa i Sprawiedliwości. Równie duże znaczenie miało prześladowanie emerytki, która w mediach społecznościowych napisała pod adresem Jerzego Owsiaka: „Giń, człowieku”, co w absurdalny sposób potraktowano jako rzeczywistą groźbę zastosowania przemocy. Kobietę skazano na pół roku więzienia, choć ludziom wprost wzywającym do zabójstwa Jarosława Kaczyńskiego nigdy nie spadł nawet włos z głowy. To sprzężenie moralnie wzmożonej akcji charytatywnej z brutalną nadreakcją państwa stało się dla wielu Polaków po prostu niestrawne. Tym bardziej że sam Jerzy Owsiak nie umie bądź nie chce skorygować twardego kursu, który podcina najważniejsze fundamenty przedsięwzięcia, któremu przecież poświęcił życie.
