OGNIEM NA WPROST. W pościgu za rakietamiOGNIEM NA WPROST. W pościgu za rakietami

Padł kolejny rekord. Tym razem ukraiński pilot w trakcie jednego lotu myśliwcem F-16 zniszczył sześć ruskich rakiet. Do pogoni powietrznej miało dojść 13 grudnia. Tego dnia Moskwa wysłała w kierunku ukraińskich miast ponad 200 dronów, rakiety Kindżał i 94 skrzydlate pociski rakietowe. „Autor rekordowego wyniku zestrzeleń został naprowadzony na grupę ośmiu pocisków manewrujących i zniszczył dwa z nich za pomocą AMRAAM-ów, a następnie skrócił dystans do dwóch kilometrów i zniszczył kolejne dwa za pomocą sidewinderów” – podaje Defence24.pl. Już 100-proc. skuteczność wszystkich czterech pocisków powietrze–powietrze stanowiła duży sukces. Między wierszami mówi o tym pilot, który stwierdził, że odczuwał z tego powodu „bezgraniczną radość”. Była ona spowodowana także tym, że mógł obserwować wszystkie cztery zestrzelenia, zapewne również wysoką skutecznością uzbrojenia i zniszczeniem połowy nieprzyjacielskich pocisków. Oczywiście nie było to tylko wojenne szczęście, lecz także efekt skutecznego naprowadzenia przez nawigatora na cel i dobre podejście do niego, które umożliwiło „komfortowe celowanie”. Pilot opowiedział o akcji: „Rozumiałem, że szanse na trafienie pocisku lecącego z szybkością ponad 650 km są niewielkie. Najpierw musiałem znaleźć go na niebie, wyrównać wysokość i strzelać z odległości nie większej niż 500 m. Podlatywanie bliżej jest niezwykle niebezpieczne, w razie wybuchu 450-kg głowicy istnieje duże ryzyko, że samolot wleci w chmurę odłamków. […]. Zrobiłem wszystko tak, jak uczono nas w USA”.
W czasie II wojny światowej nasi piloci z dywizjonów myśliwskich w Anglii w podobny sposób niszczyli lecące na Londyn niemieckie bomby V-1. Ponieważ pędziły one z przelotową prędkością równą współczesnym pociskom manewrującym, czyli 645 km/h, mieli nieco trudniej niż dzisiejsi lotnicy spod znaku Tryzuba. Ówczesne samoloty przechwytujące (Spitfire bądź Mustang) były bowiem wolniejsze od F-16. Nasi mieli dwa sposoby na Vergeltungswaffe (broń V – odwetowa). Tradycyjny, dozwolony – dolot i ostrzał z w miarę bezpiecznej odległości. W dokładnie w ten sam sposób ukraiński pilot zaatakował ostatni z zestrzelonych ruskich pocisków manewrujących lecący w kierunku Kijowa. Skończyły mu się rakiety i postanowił użyć szybkostrzelnego działka Vulcan. Drugi sposób na strącanie niemieckich V-1 wymyślili nasi lotnicy, oficjalnie został on zakazany przez dowództwo RAF. Śmiałek podlatywał do latającej bomby i końcówką skrzydła swojego samolotu podbijał krótkie skrzydło V-1. Niemiecki żyroskop zaczynał wtedy świrować i latający pocisk wytrącony z trajektorii lotu walił się na ziemię. Żeby się tak bawić, trzeba było mieć stalowe nerwy i niezwykle duże umiejętności, bo chodziło dosłownie o centymetry. Przy 645 km/h nie było trudno o zderzenie z bombą. Cel – oszczędność amunicji i rzecz jasna pogoń za „mołojecką sławą”. Widać Polak potrafi. Jak chce.
