OGNIEM NA WPROST. F-16 i Maryśka Zacharowa
OGNIEM NA WPROST. F-16 i Maryśka Zacharowa, "Widać ze dwa dni musiała sobie dać na wstrzymanie z alkoholem"

Według zeznań jeńca z moskiewskiej 25. Brygady Zmechanizowanej, Wołczańsk zamierzano zająć w dwa dni.
Tzw. majowa ofensywa na północy obwodu charkowskiego, która miała na celu utworzenie granicznej strefy buforowej i szybkie zajęcie przez Kacapów miasta Wołczańsk, leżącego zaledwie 5 km od granicy Ukrainy z Federacją Moskiewską, w zasadzie zakończyła się fiaskiem. Portal Defence24 zastanawiał się nad powodami kolejnego blamażu armii Kremla. Oto one. Słabe rozpoznanie pozycji Tryzubów. Dobrze okopane pod Wołczańskiem siły 57. Brygady Zmotoryzowanej z artyleryjskim wsparciem (dwie baterie polskich haubic 2S1 Goździk wystrzeliwały po 50–60 pocisków na dobę) oraz chmary dronów FPV (widok z kamery bezzałogowca na ekranie operatora) dały pierwszy i zdecydowany odpór słabo skoordynowanym atakom. Ruski bał się nawet używać czołgów, gdy pierwsze dwa zostały namierzone i zniszczone przez drony. Atakowali w małych grupach szturmowych, usiłując w Wołczańsku zdobywać dom po domu. Ukraińcy jednak szybko podciągnęli rezerwy w postaci „straży pożarnej”, czyli oddziałów specjalnych wywiadu wojskowego (HUR) – jednostka Timur (grupy bojowe batalionów Bratstwo i Stugna) oraz Rosyjskiego, a także Białoruskiego Korpusu Ochotniczego. Ci biją się jak wściekli, bo w swoich słownikach nie mają pojęcia „oddanie się do niewoli”. Przykładowo w maju jeden z komandosów batalionu Bratstwo wysadził się granatem, żeby uniknąć niewoli. Stosunkowo sporo szkód w szeregach wojska zaporoskiego wyrządziły ruskie szybujące bomby precyzyjne UMPK i owiane złą sławą drony atakujące sprzęt opancerzony Lancet. 21 maja „Fortuna”, szef sztabu Rosyjskiego Korpusu Ochotniczego, stwierdził, że „dynamika działań bojowych przeciwnika w Wołczańsku spadła, natarcie utknęło w mieście, a siły ruskiego agresora starały się okopać na zajmowanych pozycjach”. Linia frontu biegła wówczas mniej więcej przez środek miasta i tak pozostało do dzisiaj. Według zeznań jeńca z moskiewskiej 25. Brygady Zmechanizowanej, Wołczańsk zamierzano zająć w dwa dni. Minęły już dwa miesiące „ofensywy” i Kacapy stanęły w miejscu, a część terenów Ukraińcy odbili już w kontratakach. Czyli plany były ambitne, a skończyło się, jak zwykle.
Odezwała się już jakiś czas niesłyszana rzeczniczka kremlowskiego MSZ Maryśka Zacharowa. Widać ze dwa dni musiała sobie dać na wstrzymanie z alkoholem, bo nawet nie wyglądała na skacowaną, czego nie można powiedzieć o Dmitriju Miedwiediewie, drugiej osobie tego pijackiego tandemu. Zacharowa stwierdziła, że przekazanie Ukrainie myśliwców F-16 „to dowód na to, że Waszyngton przewodzi gangowi wojennemu”. Moskale dostają szału, jak słyszą o F-16 na Ukrainie. Tym bardziej że, jak zapowiedziała minister obrony Niderlandów Kajsa Ollongren, jej kraj udzieli Ukrainie pozwolenia na wykorzystanie przekazanych przez nią myśliwców F-16 do ataków na cele na terytorium Rosji. Kacap się boi i słusznie, bo według części ekspertów 60 F-16 plus francuskie myśliwce Mirage mogą w miesiąc przegonić ruski latający złom znad ukraińskiego nieba i wysłać ich pilotów na bezrobocie. Nie przejmuj się Maryśka, z „liotczykami” dobrze się pije. Stalowe gardła.
