OGNIEM NA WPROST. Czerwony baron
OGNIEM NA WPROST. Czerwony baron. "Nowy kierunek rozwoju współczesnych działań wojennych"

Siły Zbrojne Ukrainy (SZU) zorganizowały operację, która może wyznaczać nowy kierunek rozwoju współczesnych działań wojennych. 13 lipca br. akcję przeprowadził 1. Batalion Bezzałogowych Systemów Powietrznych, należący do 123. Samodzielnej Brygady Obrony Terytorialnej Ukrainy. Celem misji był Półwysep Kinburnski – pas lądu u mającego kształt lejka ujścia Dniepru oraz Bohu do Morza Czarnego. Według strony ukraińskiej obszar ten został odzyskany z rąk wojsk Kremla trzy tygodnie wcześniej. Pod koniec czerwca na tym terenie ponownie podniesiono ukraińską flagę, jednak rejon nadal pozostaje strefą aktywnych działań bojowych i jest regularnie ostrzeliwany. Ruskie działa strzelają tam jak „w sedno tarczy” i nawet myszy trudno by się było prześliznąć. Ale Tryzuby wykorzystały bezzałogową platformę morską (dron nawodny) do przetransportowania naziemnego robota bojowego przez Morze Czarne. Po dotarciu na okupowane wybrzeże dron morski opuścił rampę, z której zjechał na plażę opancerzony robot o nazwie Ryś (produkowany przez lwowską firmę Roboneers) i wyposażony w moduł Wolly 7,62 z kaemem o tym właśnie kalibrze. Po wydostaniu się z oczeretów zajął pozycję w zaroślach i otworzył ogień do ciężko zdziwionych Moskali. Po wystrzelaniu amunicji oddalił się w kierunku platformy i bezpiecznie odpłynął tam, skąd przypłynął. Całą operację z powietrza monitorował dron z kamerą, który rejestrował przebieg akcji. Była to pierwsza znana tego typu misja bojowa na świecie, łącząca technologie morskie, lądowe i powietrzne, w której nie zaangażowano ani jednego szturmowca. Rany Boga, co się dzieje?! Wiatru (wroga) nie ma, płot się chwieje.