OGNIEM NA WPROST. Baza dronów w drobny makOGNIEM NA WPROST. Baza dronów w drobny mak

D onald Trump dwoi się i troi, żeby doprowadzić do pokoju na Ukrainie. A przysłowiowe światełko w tunelu ledwo mruga. Łamiąc dyplomatyczne konwenanse (tuż przed pogrzebem Ojca Świętego po prostu nie wypada), spotkał się z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim. Zażartował potem, że spotkanie miało miejsce w „najładniejszym biurze, w jakim był” – rozmowa odbyła się w bazylice św. Piotra. Trump zasugerował możliwość rezygnacji Kijowa z Krymu, a jednocześnie zaostrzył retorykę wobec Putina. Wydaje się, że Zełenski, który jeszcze w Londynie bronił ukraińskiego Krymu, w Rzymie odpuścił. Po rozmowie Trump zasugerował, że ukraiński prezydent może być gotów oddać półwysep Federacji Moskiewskiej. „Tak sądzę” – potwierdził swoją opinię. W zamian za rezygnację z Krymu Zełenski poprosił o większe dostawy broni. A Trump na to: „Zaczynam sądzić, że Putin wcale nie chce zakończyć tej wojny, tylko mnie zwodzi. Być może trzeba postąpić inaczej: uderzyć w system bankowy albo zastosować sankcje wtórne? Zbyt wielu ludzi umiera. Nie musi być broń z nabojami, ale taką bronią mogą być sankcje” – dodał. Tymczasem Siergiej Ławrow stwierdził kategorycznie, że nie odda zaporoskiej elektrowni Amerykanom, bo ruski sałdat postawił tam już swój brudny bucior.
Tymczasem Putin nie ukrywa, że rozmowy są opóźniane z premedytacją. Kreml konsekwentnie realizuje strategię maksymalizacji korzyści przy jednoczesnym składaniu minimalnych ofert pokojowych. Co prawda zapowiedział symboliczne ograniczenie działań wojennych w dniu obchodów tzw. Dnia Zwycięstwa, ale trwałość takiego „zawieszenia broni” budzi poważne wątpliwości. Zastanawiamy się, jak długo będzie trwał ten dyplomatyczny kontredans, zanim prezydent USA nie dojdzie do wniosku, że Moskwie trzeba zadać potężny cios. Inaczej ta wojna prędko się nie skończy.
