OGNIEM NA WPROST. Amerykańska partytura
OGNIEM NA WPROST. Amerykańska partytura

W poprzedniej rubryce przedstawiłem swoje zdanie na temat postawy prezydenta USA Donalda Trumpa w kwestii zakończenia wojny na Ukrainie. Podając historyczny przykład kongresu erfurckiego (spotkanie cesarza Napoleona z carem Aleksandrem I w 1808 r.), starałem się pokazać szanownym czytelnikom różnicę pomiędzy dyplomatycznymi zagraniami a rzeczywistą polityką. Dziś czas na zdanie współautora tej rubryki. W jakimś stopniu jest podobne do mojego, ale stanowi rozwinięcie tematu dyplomacja a polityka. Otóż według „Skippera” Europę i środowiska liberalne ogarnęła antytrumpowa histeria związana z próbami rozmów z Kremlem. Odwołania do Monachium w 1938 r. to najlżejszy kaliber. Kontynuacja otwartych oskarżeń o bycie moskiewskim agentem to te cięższe zarzuty. A mówią to ludzie, którzy poprzez ekonomiczną kooperację uczynili Federację Moskiewską zdolną do agresji, a przez trzy lata nie potrafili doprowadzić do jakiegoś sensownego wyniku, skutecznie blokując pomoc dla Ukrainy. (Guten morgen, Herr Scholz).
Kluczowy błąd komentatorów polega na tym, że analizują wypowiedzi Trumpa i jego ekipy w oderwaniu (wspominał o tym prezydent Andrzej Duda), jakby każdy z nich mówił od siebie i tylko za siebie. Tymczasem amerykańską retorykę trzeba podzielić na dwie grupy: pierwsza dotyczy negocjacji z Moskwą. Tu pojawiają się cztery podgrupy: wypowiedzi dla Ukrainy, wypowiedzi dla Rosji, wypowiedzi dla Europy i wypowiedzi dla amerykańskich wyborców. Druga to element negocjacji z Ukrainą w sprawie gwarancji. Tu z kolei są dwie kolejne podgrupy: teksty dla Ukrainy i teksty dla wyborców w USA. Jak należy więc rozumieć to, co mówią Amerykanie? Przede wszystkim całościowo. To nie są poszczególne wypowiedzi Trumpa, Vance’a, Rubio, Kelloga czy Hegsetha, tylko rozpisana na głosy partytura, z której wyłania się utwór.
