O żydowskiej policji w czasie wojnyO żydowskiej policji w czasie wojny. "Z uległością i butą starali się przypodobać gestapowcom, wyróżniali się okrucieństwem"

Historia systematycznie usuwała działalność żydowskiej policji, dopisując zbrodnie Niemców na konto Polaków.
Czy za pomocą przysłowiowych nożyczek można tak poprzycinać zeznania świadków tragedii Holokaustu, by dowodzić z góry założonych tez? Można. Pokazują to prace Barbary Engelking i Jana Grabowskiego.
Chaim Wolgelertner przeżył Zagładę w okupowanej Polsce. Po latach wspominał o żydowskiej policji w Działoszycach: „Twór ten – nawet zanim ujawniło się jego prawdziwe oblicze – wzbudzał nieufność większości ludności, zwłaszcza jak wstąpili doń członkowie niższych sfer i cały półświatek. Służba Porządkowa bardzo szybko posiadła dużą władzę i stała się postrachem ludzi. Uległością i butą starała się przypodobać swym panom, gestapowcom. Podczas każdej akcji i wykonywania rozkazów jej funkcjonariusze wyróżniali się okrucieństwem. Także i w obecnym wysiedleniu nie siedzieli z założonymi rękami. I jeśli kiedyś jakiś historyk żydowski zechce spisać dzieje tych dni i dojdzie do rozdziału »Ordnungsdienst«, zarumieni się ze wstydu”. Równie krytyczne opinie zawierają inne świadectwa ocalałych, stawiając funkcjonariuszy żydowskiej policji w jak najgorszym świetle.
