Nolan na wzburzonym morzu. "Co poszło nie tak?"Nolan na wzburzonym morzu. "Miał rozsadzić ekrany. Co poszło nie tak? Burza wśród historyków, literaturoznawców i rekonstruktorów"

Miało być epicko. Także we współczesnym rozumieniu. Niestety wielkie oczekiwania, jakie widzowie wiązali z przeniesionym na ekran eposem, zamieniają się w coraz większą falę krytyki. I zalewają „Odyseję” Christophera Nolana.
Dziś „epicko” – w potocznym języku – oznacza coś wspaniałego, widowiskowego, budzącego podziw. W młodzieżowym slangu zastępuje określenia „super” czy „fantastycznie”. W połączeniu z kulturową bazą – „Odyseją”, która obok „Iliady” jest jedną z najważniejszych epopei starożytności – filmowa wersja słynnego eposu miała rozszerzyć zarówno fantastyczne, jak i „boskie” spektrum współczesnych kinowych opowieści. Miała dołączyć do plejady ekranowych superherosów starożytne bóstwa i bohaterów. Sprawić, że narracja sprzed wieków, wsparta współczesną technologią, porwie globalnego widza i rozmachem rozsadzi ekrany.
