Niewystarczalność słów. "Szkoła miejscem polowania na człowieka?"Niewystarczalność słów. "Zostaje naruszone nasze elementarne wyobrażenie o świecie"

Nie mamy języka dla noża wyciągniętego w szkolnym korytarzu. Nie mamy go, ponieważ wciąż próbujemy opisywać niewyobrażalne wydarzenie za pomocą słów przeznaczonych do zwyczajnych spraw.
Są wydarzenia, wobec których język zachowuje się tak, jakby nagle przestał działać. Nie dlatego, że zabrakło nam słów. Przeciwnie: mamy ich tysiące, całe słowniki, podręczniki retoryki, gotowe formuły na każdą okazję. Potrafimy opisać kryzys rządu, katastrofę finansową, pogodę, która znów zaskoczyła drogowców, i mecz, którego wynik rozczarował kibiców. Umiemy dużo mówić o przemocy, przestępczości, bezpieczeństwie, wychowaniu, kryzysie psychicznym i kondycji młodego pokolenia. A jednak, kiedy dochodzi do ataku nożownika w szkole, okazuje się, że właściwie nie wiemy, co powiedzieć. Jakby język przestał działać. Wykrzykujemy: „No brak mi słów!”, i to musi wystarczyć.
Wiemy więc, co się wydarzyło. Wiemy gdzie. Wiemy, kto zaatakował i kto został ranny. Znamy chronologię, liczbę poszkodowanych, pierwsze ustalenia policji. Umiemy odtworzyć przebieg zdarzeń minuta po minucie. Nierzadko wydarzenia rejestruje system monitoringu. Media układają fakty w uporządkowane relacje, eksperci zapowiadają analizy, politycy deklarują, że bezpieczeństwo dzieci jest dla nich priorytetem. Wszystko zostaje nazwane, opisane, skomentowane. A mimo to coś pozostaje nieuchwytne. Jakbyśmy opowiadali o zdarzeniu, którego istoty nie potrafimy dotknąć. Słowa stają się odarte ze znaczeń i właściwie niczego już nie wyrażają.
