Nawrocki kontra dekret TuskaNawrocki kontra dekret Tuska. "Szkoda, że tak mało z tych „konkretów” dotrwało do rzeczywistości"

Jeśli wysyłanie Palikota do medialnych ataków, odbieranie samolotu i deprecjonowanie wizyt zagranicznych prezydenta to przejaw zgody, co byłoby wrogością?
Niełatwo być dziś rzecznikiem czegokolwiek, zwłaszcza gdy rzeczywistość – jak mawiał klasyk – skrzeczy. Ale skoro francuskie porte-parole znaczy „ten, który niesie słowo”, to warto zapytać: jakie słowa niesie obecna władza i ci, którzy ochoczo mówią jej głosem?
Zacznijmy od końca, czyli od „praworządności” w wykonaniu duetu Żurek–Kierwiński. Ich miny podczas przemówienia prezydenta Nawrockiego były wręcz symboliczne: ironia zmieszana z lekceważeniem. Trudno się dziwić, skoro dziś wystarczy polityczny „dekret” Donalda Tuska, by zdemontować konstytucyjne organy i zastąpić je lojalnymi wykonawcami. A że to bezprawne? Sąd Najwyższy i Trybunał Konstytucyjny już to potwierdziły w sprawie Dariusza Barskiego, legalnie powołanego prokuratora krajowego. Tylko co z tego, skoro władza ma swoje fakty i swoje porządki?
