Nasza powszechna uberyzacja. "Wszystko za drobną opłatą"Nasza powszechna uberyzacja. "Na tę naszą własność – i zarazem na wolność – łapczywym wzrokiem spoglądają jednak inni"

Model, w którym oddajemy nasze życie korporacjom, a one czerpią z tego zyski, jest rozciągany na kolejne branże. Stajemy się „poddanymi chmurowymi”, którzy generują bezpłatny kapitał dla platform cyfrowych, płacąc im równocześnie trybut za dostęp do towarów, usług, a nawet pracy.
Wyobraźmy sobie przedstawiciela wielkomiejskiej klasy średniej, młodego – ok. trzydziestki. Specjalisty, dajmy na to, od grafiki komputerowej. Prowadzącego własną firmę na zasadach jednoosobowej działalności gospodarczej, pracującego zdalnie, najczęściej z domu. Takich ludzi jest w polskich metropoliach mnóstwo.
W rzeczywistości, do której zmierzają dziś liberalne społeczeństwa Zachodu, w tym polskie, ktoś taki jest ideałem pracownika. Samozatrudniony, a więc konkurencyjny i relatywnie tani, a przy tym elastyczny i pozbawiony zobowiązań. Nie ma nad sobą żadnego pracodawcy, lecz wyłącznie kontrahentów, od których przyjmuje zlecenia. Można powiedzieć – prawdziwie wolny człowiek, który sam sobie jest sterem, żeglarzem i okrętem.
To obrazek, który sprzedaje nam liberalna propaganda. W rzeczywistości bowiem taki „samotny żeglarz” jest niewolnikiem swoich bogatych klientów i hossy na rynku. Dopóki ma zlecenia i dobre kontakty, wszystko posuwa się w jego życiu do przodu, wystarczy jednak załamanie i w jednej chwili może stać się bankrutem pozbawionym przyszłości.
