Marsz na peryferie. Wielkie dziedzictwo Franciszka
Marsz na peryferie. Wielkie nadzieje i wielkie dziedzictwo papieża Franciszka

Pontyfikat Franciszka miał zadatki na wielkość. Ale ugrzązł w myślowej chaotyczności przywództwa
Refleksja nad pontyfikatem papieża Franciszka.
Kiedy zostawał głową Kościoła, miał dwie genialne idee, z jednej strony mocno zakorzenione w tradycji katolicyzmu, z drugiej – precyzyjnie odpowiadające na znaki czasu. Był 2013 r. i świat dopiero powoli wydobywał się z globalnego kryzysu finansowego zawinionego przez niepohamowaną chciwość zachodnich bankierów. A ludzkość po raz pierwszy w swoich dziejach zaczęła sobie uświadamiać złowrogie skutki swego totalnego uzależnienia od plastiku, pestycydów i paliw kopalnych. W takim historycznym kontekście kardynałowie wybrali papieżem starego, 76-letniego jezuitę, który już dwa lata wcześniej z powodu wieku złożył dymisję z funkcji biskupa Buenos Aires. Ten zaś obwieścił z balkonu św. Piotra, iż po wyborze będzie się zwał Franciszkiem, z premedytacją nawiązując do duchowego dziedzictwa jednej z największych i najbardziej charakterystycznych figur zachodniego chrześcijaństwa.
