Marionetkowa prezydentura Trzaskowskiego
Marionetkowa prezydentura Trzaskowskiego

Skandaliczna afera w Warszawskim Szpitalu Południowym powinna bezpowrotnie zakończyć działalność rządu Donalda Tuska. W każdym normalnym kraju doszłoby do dymisji. Niestety pojęcia odpowiedzialności i honoru są politykom KO zupełnie obce, więc przyjmują strategię zrzucania odpowiedzialności. Tylko czy przed tak ogromnym spiętrzeniem kryzysów można uciec? Rafał Trzaskowski już to wie. Powoli dociera do niego, że cokolwiek zrobi, i tak dopadnie go polityczna sprawiedliwość. „Złote dziecko PO” przegrało wszystkie szanse, które dała mu partia
Rafał Trzaskowski przeszedł już wiele kryzysów, ale ostatni bezlitośnie go obnażą. Dwukrotne podejście do wyborów prezydenckich zakończyło się fiaskiem, choć miał po swojej stronie mainstreamową machinę polityczno-medialną. W czasie, gdy odbywał kampanijne podróże po kraju, Warszawą rządzili jego zastępcy. Podobnie było również w pozostałych okresach, Trzaskowski nie należy bowiem do ludzi mających szczególne upodobanie do ciężkiej pracy i podejmowania decyzji.
Przez lata model rządzenia stolicą bazował na głębokiej delegacji uprawnień. Wiceprezydenci mieli ogromną swobodę działania i szerokie kompetencje. Polityką kadrową kierował Marcin Kierwiński, szef warszawskich struktur Platformy Obywatelskiej. Prezydentura Trzaskowskiego była więc głównie wizerunkowa. Układ trwający przez lata rozsypał się jednak pod naporem gigantycznych afer i nieprawidłowości.
