Mały saper, wielki mistrz. Polski bokser, co lał „Ruskich”
Mały saper, wielki mistrz. Legenda, która nigdy nie upadła: Złoty bokser, co lał „Ruskich” i podbił ring na dwóch olimpiadach!

Właśnie obejrzałem fabułę „Kulej. Dwie strony medalu”. W Polsce rzadko mamy filmy fabularne o sportowcach. Szkoda. W wielu innych krajach to wdzięczny temat dla kina i telewizji. O samym filmie nie będę pisać, za to o jego bohaterze – tak. To pięściarz, który w swojej karierze nie tylko nigdy nie był znokautowany, lecz także nigdy nie dostał nokdaunu, czyli nie leżał na deskach. Nie był „czarodziejem ringu” jak Leszek Drogosz, ale bił się bardzo skutecznie: na 348 walk przegrał tylko 25 przy 6 remisach i aż 317 wygranych.
Wychował się na Ostatnim Groszu, czyli w starej, bo jeszcze przedwojennej, przyfabrycznej dzielnicy Częstochowy. Bił się na podwórku, potem na ringu i w życiu. Rodacy go kochali, bo lał „Ruskich” w czasie, gdy Sowiety okupowały ojczyznę. Na mistrzostwach Europy w Moskwie w roku mojego urodzenia (1963) w finale pokonał reprezentanta ZSRR Tumiņša i dzięki temu na rosyjskiej ziemi usłyszeliśmy najpiękniejszą melodię świata – Mazurka Dąbrowskiego. Rok później w finale igrzysk olimpijskich w Tokio też wygrał z sowieckim pięściarzem – Frołowem.
