„La Pasionaria”: historia prawdziwa„La Pasionaria”: historia prawdziwa. "Autorka tego zawołania, staje się coraz modniejsza"

Mimo zaangażowania w walkę proletariatu, w przerwach od lektury Marksa i Lenina powiła sześcioro dzieci.
„No pasarán!”– ileż razy słyszeliśmy ten okrzyk w czasie Strajku Kobiet. „La Pasionaria”, autorka tego zawołania, staje się coraz modniejsza, choć oczywiście mainstream cenzuruje na równi jej nienawiść wobec Małgorzata Wołczyk Polaków, jak i nawrócenie na łożu śmierci.
Pozostała Czarną Madonną hiszpańskiego komunizmu, żałobną matką i patronką udręczonego ludu, niezłomną kobietą wyzwoloną i niezachwianą wyznawczynią oddalającego się wciąż raju sprawiedliwości społecznej
– pisał parę lat temu o „La Pasionarii” Maciej Stasiński na łamach „Wyborczej”. Autor z Czerskiej potwierdza to, o czym z przekąsem mówił zwykle Zbigniew Herbert:
Faszyzm w przeciwieństwie do komunizmu nie zostawił po sobie świętych i to jest ta różnica gatunkowa między nimi, choć metody były te same
