Król od dawna jest nagi. Próba odwrócenia ogonem sprawy
Król od dawna jest nagi. "Wyjątkowa w swej bezczelności próba odwrócenia ogonem całej sprawy"

Zamiast skruchy czy drobnego nawet uderzenia się w piersi ze strony mediów antypis dostaliśmy smutne kawałki od tej resztki, która nie dała się nabrać Stonodze.
Po tym, jak przetoczyła się salwa śmiechu po akcji Krzysztofa Stanowskiego, której „ofiarami” razem ze Zbigniewem Stonogą padli wszyscy ci, którzy niczym szczury ruszyli za flecistą z Hameln, myślałem, że nic mnie nie zdziwi. Okazało się jednak, że najsmakowitsze, co było w tym wszystkim, przyszło niczym dobre wino z Kany Galilejskiej – na końcu. Mam na myśli wyjątkową w swej bezczelności próbę odwrócenia ogonem całej sprawy.
Zamiast skruchy czy drobnego nawet uderzenia się w piersi ze strony mediów antypis dostaliśmy smutne kawałki od tej resztki, która nie dała się nabrać Stonodze (być może przespała, może była na plaży i miała szczęście), i niektórych komentatorów, którzy wspólnie wymyślili sposób, żeby wyciągnąć do trzódki przedsiębiorcy pomocną dłoń. Wymyślili oni – mam na myśli Biankę Mikołajewską (nowa pracownica TVP) i dr. Marcina Kędzierskiego (główny Ekspert Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego) – że winnym całej sytuacji jest ten, który ujawnił, iż „król jest nagi”, czyli sam Stanowski. Dlaczego? Ponieważ uderzył w wiarygodność „wszystkich mediów”, czytaj: lewicowo-liberalnych, a w ogóle to miał złe intencje i może pokazał prawdę o tych mediach, ale zabrakło mu w tym wszystkim miłości i łagodności.
