Komu salon, komu obora. Antypisowska nienawiśćKomu salon, komu obora. "Kampania antypisowskiej nienawiści przynosi swoje zatrute owoce"

Szymańskim warto zajmować się nie tylko dlatego, że stanowi publiczne zagrożenie, bo lepiej nie wyobrażać sobie, co mógłby zrobić pacjentowi, gdyby zorientował się, że ma on niewłaściwe poglądy.
Warto wrócić do napaści słownej (choć zachowanie agresora wykraczało poza tę kwalifikację), której publicznie dopuścił się lekarz i oficer wobec trójki dziennikarzy, mimo że sprawa została już wielokrotnie opisana. Jej znaczenie wykracza poza samo i tak bulwersujące wydarzenie. Jest to symptom narastającego zagrożenia społecznego, zwłaszcza że nie widać śladu refleksji u sprawców, którzy nadal eskalują kampanię nienawiści wobec swoich „pisowskich” przeciwników.
Obserwując na nagraniu krztuszącego się najgorszymi obelgami osobnika, który usiłuje maksymalnie znieważyć nieznajomych za to, że prezentują inne poglądy, odruchowo myślimy, że mamy przed sobą psychopatę z marginesu społecznego. Kiedy okazuje się, że jest to znany neurolog, ppłk. WP, konsultant Wojskowej Służby Zdrowia, przeżywamy nie lada zdumienie. Nie dlatego, że wśród lekarzy czy oficerów nie ma zdolnych do najgorszych czynów psychopatów, ale dlatego, że bez względu na swój charakter z zasady muszą oni zachowywać się inaczej niż postacie z marginesu. Piotr Szymański, bo o niego chodzi, nie był nawet pijany, gdyby nie bluzg, jaki z siebie wyrzucał, pewnie nikt nie pomyślałby, że coś wypił.
