Kibicujmy Kelloggowi. "Gra dopiero się zaczyna"Kibicujmy Kelloggowi. "Gra dopiero się zaczyna". To, co się wydarzyło w minionym tygodniu, ma przełomowe znaczenie

Władze obawiają się przede wszystkim drastycznego pogorszenia sytuacji gospodarczej. Rosja już w tym roku może wpaść w recesję, a to oznacza, że przestanie być – jak przez ostatnie trzy lata – „silnikiem” napędzającym (dzięki importowi) również białoruską gospodarkę.
Wiele wskazuje na to, że Łukaszenka zaczął swoją ulubioną grę: próbuje pozycjonować się w nowym układzie międzynarodowym, wykonując gesty pod adresem Zachodu i dążąc do zwiększenia stopnia niezależności wobec Moskwy.
20 czerwca br. do Mińska z niespodziewaną wizytą przyjechał Keith Kellogg, specjalny wysłannik USA ds. Ukrainy i Rosji. Spotkał się z Aleksandrem Łukaszenką i jego najbliższym otoczeniem: szefem KGB Ciercielem i Walencinem Rybakowem, ambasadorem Białorusi przy ONZ, który odgrywał też rolę tłumacza. Rozmowa trwała sześć godzin i zakończyła się uwolnieniem grupy więźniów politycznych, w tym, co można uznać za sensację, Siarhieja Cichanouskiego, męża Swietłany, liderki białoruskiej opozycji. Łukaszenka, który kilka godzin wcześniej rozmawiał z przewodniczącym rosyjskiego komitetu śledczego Bastrykinem, nie ukrywał radości ze spotkania z amerykańskim specjalnym wysłannikiem. Obserwatorzy zwrócili uwagę na kordialny styl rozmowy, bo białoruski dyktator przybył na spotkanie bez krawata, co w przypadku czułego na wymogi etykiety dyplomatycznej Łukaszenki jest rzadkością. Zwrócił się on też do towarzyszącego Kelloggowi prawnika Johna Coalego słowami: „Witaj, przyjacielu”, wypowiedzianymi po angielsku.
