Jeden z miliona. "Nominowany do Oscara"Jeden z miliona. "Jacob od zawsze wierzył w siebie i od początku wiedział, kim chce być "

Był już Elvisem Presleyem w filmie Sofii Coppoli „Priscilla” i tytułowym Frankensteinem u Guillerma del Toro. Teraz Jacoba Elordiego, Australijczyka z baskijskimi genami, możemy oglądać w filmie „Gwiazdozbiór psa” Ridleya Scotta.
Jego ojciec chętnie wspomina tę rozmowę. Powiedział wtedy najmłodszemu ze swoich pięciorga dzieci:
Szansa, że zostaniesz aktorem, jest jak jeden do miliona.
I usłyszał:
Dlaczego to nie mogę być ja? Tą jedną osobą na milion?.
Dwie perspektywy
Według ojca Jacob od zawsze wierzył w siebie i od początku wiedział, kim chce być, choć jako nastolatek miał w perspektywie dwie drogi do sławy. Drugą było rugby.
Kontuzja sprawiła, że mocniejszą opcją okazało się aktorstwo. Dziś ten 29-latek z imponującą filmografią – rozpoznawalny w świecie mediów, zdolny i przystojny, choć jak na hollywoodzkie standardy zaskakująco wysoki (mierzący 196 cm) – może w pełni potwierdzić, że miał do tej pory sporo szczęścia. A także umiał wykorzystać kolejne szanse. I nadal to potrafi.
Akt odwagi
Reżyser „Obcego”, „Łowcy androidów”, „Gladiatora” czy „Marsjanina”, czterokrotnie nominowany do Oscara, zaprosił Elordiego do świata, do którego sam wrócił po raz kolejny. Świata, w którym każdy dzień jest walką o przetrwanie, a największym aktem odwagi okazuje się zachowanie człowieczeństwa.
