Jak Milei uzdrawia ArgentynęJak Milei uzdrawia Argentynę. "Przywództwo Mileia jest skuteczne i co tu kryć – barwne"

Życie prezydenta usiłują uprzykrzyć nie tylko sprzysiężone siły iberoamerykańskiej i hiszpańskiej lewicy, lecz także feministki, które wypowiedziały mu prawdziwą wojnę.
Mija już niemal rok od sensacyjnych prawyborów w Argentynie, gdy ponad 7 mln obywateli tego kraju uwierzyło w ekscentrycznego ekonomistę Javiera Mileia. Później potwierdzili swój wybór przy urnach, oddając mu klucze do pałacu prezydenckiego w Casa Rosada. Czy Milei wypełnił swoje obietnice? Wszystko na to wskazuje. I zrobił to w stylu, który musi budzić podziw.
Czupurny prezydent, przez wielu postrzegany jako argentyński Trump, wciąż nie ma dobrej prasy w mainstreamie nawet we własnym kraju. Może dlatego, że skutecznie – choć terapia nie jest pozbawiona bólu – przywraca „normalność” w państwie, które już dawno temu zaczęło być synonimem bankructwa w ekonomii oraz politycznych myśli i strategii. Argentyna naprawdę przyspiesza i uczciwy obywatel nie powinien mieć problemu z rozeznaniem, w jakim kierunku idą sprawy. Oczywiście pod warunkiem, że nie jest to lewicowiec lub inny aktywista na żołdzie syndykatów, NGO i tęczowej agendy. Milei zapewnia, że aby ożywić zrujnowaną gospodarkę, należy zmniejszyć obciążenia sektora państwowego, a to nie może się podobać jego nawykłym do socjalizmu rywalom i obywatelom, którzy już miesiąc temu przyjęli strategię „ulica i zagranica”, wszczynając protesty i bójki na ulicach.
