Idee mają konsekwencje. „Demokracja liberalna”, czyli oligarchiaIdee mają konsekwencje. Stworzenie w Polsce modelowej „demokracji liberalnej”, czyli oligarchii rządzonej przez oświeconych

Trzeba było zanegować i odwrócić fundamentalne normy etyczne, zasadę sprawiedliwości oraz wartości, do których musi odwoływać się narodowa wspólnota, aby przetrwać.
Historia „Gazety Wyborczej” ciągle nie została napisana. Najciekawsze w niej jest to, że stając się egzemplifikacją przytoczonej w tytule maksymy Richarda Weavera, wymknęła się z rąk Adama Michnika, swojego twórcy i animatora, oraz poszła w kierunku, który nie przyszedł mu do głowy.
Jej naczelny to par excellence polityk. Potrafił, nie licząc się z niczym, przekształcić organ opozycji, bo tym w założeniu była „GW”, w narzędzie projektu daleko odbiegającego od oczekiwań, jakie wiązała z nim większość solidarnościowej zbiorowości. Zgodnie z planem Michnika dziennik miał ugruntować w Polsce dominację układu, który tworzyła część solidarnościowych elit z liberalnym skrzydłem PZPR. Ten alians, w którym postkomuniści – jak sądził naczelny „GW” – skazani są na wasalną rolę, miał przejąć władzę na czas wystarczający do przeprowadzenia w kraju niezbędnych reform, zmodernizowania go i zeuropeizowania. W tym celu miał zablokować jakiekolwiek rozliczenie z totalitarną epoką, przekreślić dekomunizację oraz lustrację i „przeanielić Polaków” w liberalnym duchu. Był to pomysł stworzenia w Polsce modelowej „demokracji liberalnej”, czyli oligarchii rządzonej przez oświeconych.
