Holenderski wiatrak zmian
Holenderski wiatrak zmian. "W Hadze powstaje koalicyjny gabinet, w którym najwięcej będzie miał do powiedzenia Geert Wilders"

Znajomość historii Holokaustu będzie warunkiem, by imigrant w ogóle mógł myśleć o azylu, a wymagania dotyczące języka niderlandzkiego również staną się bardziej rygorystyczne.
Kordon sanitarny został przełamany. W Hadze powstaje koalicyjny gabinet, w którym najwięcej będzie miał do powiedzenia Geert Wilders. Zacznie on szukać sojuszników w Europie, aby zatrzymać masową imigrację i rozwodnić Zielony Ład.
Liberalni, zrelaksowani i kosmopolityczni: tak reszta Europy widzi Holendrów. W listopadzie 2023 r. wybory parlamentarne w kraju tulipanów i legalnej marihuany wygrał jednak prawicowy populista Geert Wilders i jego Partia Wolności (PVV), który odkąd jest w polityce, a to już ponad 25 lat, nie kryje niechęci do islamu, Unii Europejskiej i masowej imigracji. Fakt, że to na niego postawili Holendrzy, wiele mówi o nastrojach w Królestwie Niderlandów i jest ostrzeżeniem dla liberalnych elit na Starym Kontynencie, szczególnie przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. PVV zdobyła 37 miejsc w 150-mandatowej izbie niższej (Tweede Kamer) – o 20 więcej niż podczas poprzednich wyborów. To dużo, ale za mało, by samodzielnie rządzić. Rozdrobnienie to stały element życia politycznego w Hadze. Dlatego od Berlina po Brukselę panowała nadzieja, że utworzenie koalicji Wildersowi się zwyczajnie nie uda, a rządzić będzie ostatecznie szeroki lewicowo-liberalny alians z liderem Partii Pracy (PvdA) Fransem Timmermansem na czele. Stało się inaczej.
