Feministki kłócą się o gwałt. Lewica naraża kobietyFeministki kłócą się o gwałt. "Lewica nie tylko nie chroni kobiet, lecz także naraża je na coraz większe dramaty"

Nowelizacja otworzy też drzwi fałszywym oskarżeniom, co wykazuje praktyka sądowa w Hiszpanii po wprowadzeniu w życie podobnej ustawy.
Gdy feministki zaczynają opowiadać, jak „dziewuchy dziewuchom”, już nie o aborcji, tylko o doświadczeniu molestowania lub gwałtu, rozsądny człowiek dochodzi do wniosku, iż w ich walce między sercem a rozumem rzeczywiście zwyciężyła „wściekła macica”. Lewica nie tylko nie chroni kobiet, lecz także naraża je na coraz większe dramaty
Nie wiem, kto wmówił feministkom i publicystkom „Gazety Wyborczej”, że reprezentują polskie kobiety, ale po raz kolejny muszę powtórzyć uzurpatorkom: proszę nie wypowiadać się w naszym imieniu ani nie rozprawiać o kobiecości rozumianej na swoje marne podobieństwo. Parafrazując myśl Stanisława Leca: „Żaden Torquemada nie wyciągnie z feministek tylu niecnych myśli, ile one same wyjawią z żądzy zaistnienia”. O prawnych konsekwencjach nowej definicji gwałtu w znowelizowanym Kodeksie karnym pisałam tydzień temu, więc nie będę powtarzać tej analizy. Dziś wolę się przyjrzeć reakcjom i komentarzom, tym bardziej że same uczestniczki debaty nie są w stanie ustalić, kiedy chodzi o gwałt, a kiedy o flirt „po pijaku”, który źle się skończył albo dał o sobie znać po latach, powodując nagłą traumę.
