Eurokraci poszli w las. Wszystko jest więc na sprzedażEurokraci poszli w las. Wszystko jest więc na sprzedaż, a my znów musimy się bronić

Na pocieszenie pozostaje myśl, że ci, którzy chcą oddać nasze lasy Unii, nie dostaną w wyborach głosów polskich leśników, drwali, strażników i ich rodzin.
W obronie naszych lasów przed unijnymi urzędnikami chodzi o coś znacznie więcej niż sprawy gospodarcze, dobra materialne. O suwerenność, dziedzictwo, tożsamość, elementarne poczucie godności.
Gdyby w 2004 r. ktoś Polakom powiedział, że zagraniczna organizacja zechce sprawować władztwo nad jedną trzecią terytorium Polski, uznaliby to za lichy żart czy też teorię spiskową. Tymczasem A.D. 2023 political fiction staje się rzeczywistością – zewnętrzna siła, czyli Unia Europejska, chce zawładnąć polskimi lasami. Dlaczego można uznać ją za byt zewnętrzny? Eurokraci bowiem zachowują się jak kolonizatorzy, a i sama polska opozycja traktuje ją jako instytucję obcą, która ma narzucać nam swoje porządki. Uznaje, iż Polska powinna się podporządkować Unii, a nie ją kształtować. To w jakimś sensie efekt poddańczej mentalności. Jej wyrazem jest wieczne gadanie, że Polska powinna zasiadać przy jakimś stoliku bogaczy – Niemiec i Francji – by decydować o losie europejskiego pospólstwa w rodzaju Rumunii czy Węgier. Ludziom uniżonym wobec władzy i bogatszych, pełnym kompleksów w głowie się nie mieści, że takiego stolika w ogóle nie powinno być, że Unia ma być tak samo kreacją Brukseli, Berlina jak Bukaresztu czy Warszawy. Ludziom lokajskim nie chodzi o to, by o sobie stanowić, tylko by wysługując się bogatszym i pozornie silniejszym, znaleźć się wśród tych, którzy z pańskiej łaski mogą tresować innych knutem. Skąd ten wywód przy okazji opowiadania o polskich lasach? Bo czeka nas nie tylko leśna batalia o materię – gospodarkę, lecz także ducha – tożsamość, wolność.
