Dziwne wybory. "Właściwie nie ma kampanii"
Dziwne wybory. "Właściwie nie ma kampanii, choć do głosowania pozostały zaledwie cztery tygodnie"

Kampania bez kampanii wygląda tak, jakby ugrupowania tworzące rządzącą koalicję bały się sprawdzić, jakie jest aktualne poparcie dla nich.
Cztery tygodnie przed wyborami samorządowymi właściwie nie toczy się żadna kampania. Dlaczego?
Choć do wyborów samorządowych pozostał mniej niż miesiąc, właściwie nie toczy się pełnowymiarowa kampania wyborcza. Są tylko epizody wyborcze, np. w Warszawie rywalizacja Tobiasza Bocheńskiego z Rafałem Trzaskowskim czy we Wrocławiu, gdzie walka wyborcza toczy się głównie pod dywanem. Ale nawet te epizody przebiegają w letniej temperaturze. Praktycznie nie widać zaangażowania partyjnych pieniędzy w kampanię – jakby żadne ugrupowanie nie chciało ich wydawać, a najlepiej, żeby finansowanie załatwili sobie sami kandydaci z własnych środków. Wygląda to jak test zaangażowania: jeśli kandydatom naprawdę zależy, niech udowodnią, że sami potrafią coś osiągnąć. To ma być partyjny test na zaradność.
