Dziś jest Romanowski, jutro może być każdy
Dziś jest Romanowski, jutro może być każdy. Władzę nadużywająca swoich uprawnień w ostentacyjny, a wręcz agresywny sposób"

Skoro rząd działa tak wobec osób publicznych, to nie zawaha się użyć podobnych metod wobec zwykłych obywateli.
Prawica świętuje i ma do tego prawo. Walec został zatrzymany, hipokryzja i polityczne podłoże całej operacji wykazane, ale czy ze sprawy Marcina Romanowskiego nie powinniśmy wyciągnąć głębszych wniosków?
Zacznijmy od pomysłu na zarzuty, które chciano postawić posłowi Zjednoczonej Prawicy. Najcięższym działem miał być zarzut „brania udziału w zorganizowanej grupie przestępczej”. Brzmi groźnie, kojarzy się (i słusznie) z mafią. Taki był cel pomysłodawców, taki miał pójść przekaz, który poprzedziło puszczanie taśm w TVP (teraz taśmy są już „uśmiechnięte”, więc można), bo miał on zohydzić prawicę w oczach wyborców. Pomysł prosty, ale diabelsko cwany, bo obiegowa opinia jest taka, że wyborcy prawicy mają bardziej wyśrubowane normy moralne, więc taki zabieg pozwoli im może nie zakochać się w Donaldzie Tusku, Władysławie Kosiniaku-Kamyszu, Szymonie Hołowni czy Włodzimierzu Czarzastym, ale przynajmniej odwrócić się od Jarosława Kaczyńskiego. Nic nowego, w końcu próbowano umoczyć samego prezesa Prawa i Sprawiedliwości, robiąc z niego drapieżnego biznesmena w „aferze dwóch wież”.
