Duda i Tusk u zagubionego BidenaDuda i Tusk u zagubionego Bidena. "Polityczna geneza zaproszenia Dudy i Tuska przez Amerykanów jest najzupełniej jasna"

Ekipa Bidena już od czasu naszych jesiennych wyborów chciała jakoś uczcić Tuska jako zwycięzcę i sojusznika amerykańskiej lewicy
Ćwierćwiecze polskiego członkostwa w Pakcie Północnoatlantyckim było obchodzone z przytupem, ale w minorowych nastrojach politycznych. Rocznicowy spektakl zorganizowali nam Amerykanie, zapraszając polskiego prezydenta i premiera na rozmowy w Kongresie i Białym Domu dokładnie w dzień rocznicy – 12 marca.
To niewątpliwie ładny gest ze strony rządu Joe Bidena, dający nam okazję – tak ukochaną przez polskich polityków i dziennikarzy – aby podreperować własne poczucie ważności w globalnej polityce. Pewien prezydencki minister tak się nawet wzruszył faktem owego zaproszenia, że pobiegł do mediów, aby obwieścić „wiekopomne” ( jak to określił) znaczenie lotu Andrzeja Dudy i Donalda Tuska do Waszyngtonu. Ale uważny ogląd przebiegu wizyty dowodzi, że miała ona charakter ceremonialny, a znaczną część spotkania z prezydentem USA i jego świtą wypełniły odczytywane kurtuazyjne oświadczenia, w których Biden dziękował Polakom, że przylecieli do Ameryki „w taki dzień”, a Duda i Tusk dziękowali Bidenowi bez przerwy i za wszystko. Polski premier stwierdził nawet, że zwycięstwo wyborcze Bidena sprzed czterech lat było dla niego „natchnieniem”, co musiało się spodobać sztabowcom Partii Demokratycznej jako materiał potencjalnie do wykorzystania w trwającej kampanii wyborczej.
