Deportacje i wywózki, czyli Unia dzieli się bogactwem
Deportacje i wywózki, czyli Unia dzieli się bogactwem. "W skali całej Unii mamy do czynienia z rozpaczliwą niemocą"

Skoro ciężko się pozbyć bogactwa, to trzeba się nim dzielić. Przez lata celowali w tym Francuzi, którzy wywozili imigrantów w Alpy na granicę z Włochami i tam jak bydło gnali na drugą stronę.
Na początek podniesiemy państwu ciśnienie. Po to, by dalej już tylko rosło. Najpierw przedstawimy dane, z których wynika, że problem z nielegalną imigracją w Unii Europejskiej jest wszechogarniający i powszechny. Potem pokażemy, że wobec unijnej niemocy problem ten jest w praktyce nierozwiązywalny.
Zacznijmy od spojrzenia z góry, z wysokości wieży Babel, którą wznoszą władcy Europy. Przez ostanie 10 lat do Unii przedostaje się średnio 500 tys. nielegalnych imigrantów rocznie. Rekordowy był 2015 r., kiedy komunistyczna działaczka z NRD Angela Merkel ich zaprosiła, a Niemcy rozłożyli przed nimi ramiona. Do UE wbiło się ich 1,8 mln. W latach COVID-19 było to ok. 150 tys. rocznie, a teraz, kiedy w domu wszyscy zdrowi, liczby te rosną i sięgają już 400 tys. Co roku „odkrywa się” też 700 tys.– 1,3 mln bezprawnie przebywających w niej przybyszy. To także osoby, które wjechały legalnie, ale skończyło im się prawo pobytu. Ogółem liczbę nielegalnych imigrantów szacuje się na 6–8 mln, przy czym pojęcie „nielegalności” znaczy coraz mniej, bo wystarczy byle dokument zezwalający na czasowy pobyt wydany np. tym, którzy desantowali się ze statku niemieckich przemytników ludzi we Włoszech, i już stają się legalni.
