Da się uratować Polskę. A może ETS, wiatraki i przymus?
Da się uratować Polskę. A może ETS, nieopłacalne wiatraki, przymus i maszynka do zarabiania pieniędzy?

Obowiązkowy system handlu emisjami CO2, czyli ETS, w teorii ma się przyczynić do zmniejszenia emisji dwutlenku węgla w Unii Europejskiej poprzez wymuszenie transformacji energetycznej. Badania naukowe wskazują jednak, że działalność człowieka ma znikomy wpływ na zachodzące zmiany klimatu, a niezależnie od prawdziwości powyższej tezy siedmioprocentowy udział Europy w światowej produkcji CO2 miałby niemal niezauważalny wpływ na temperaturę na Ziemi.
Warto wskazać na dane odnoszące się np. do chińskiego sektora energetyki. Jak wiemy, ChRL jest liderem w produkcji urządzeń do pozyskiwania energii z tzw. źródeł odnawialnych. Chińczycy doskonale zdają sobie jednak sprawę, że zeroemisyjność niezasilana subsydiami się nie opłaca i zagraża stabilności dostaw energii. O nieopłacalności m.in. wiatraków świadczą mające miejsce w niedalekiej przeszłości wyłączenia farm wiatrowych za naszą zachodnią granicą, które nastąpiły po tym, jak ograniczono ich dofinansowywanie. Pekin stawia na konwencjonalne źródła energii, czego odzwierciedleniem jest istnienie w Państwie Środka 1171 elektrowni węglowych, budowa kolejnych 204, a także funkcjonowanie 58 elektrowni jądrowych i inwestycja w następne 33.
