Czas przeszły dokonany. Tak sport uczy pokory…Czas przeszły dokonany. Tak sport uczy pokory… "Zapamiętałem jednego kibica z naszej wycieczki organizowanej"

Garść sportowych wspomnień.
Garść sportowych wspomnień. Pierwszy mecz piłkarskiej reprezentacji Polski, który widziałem na własne oczy: miałem wtedy 12 lat, a Polska w eliminacjach mistrzostw Europy grała na Stadionie Dziesięciolecia z Włochami. Było 0:0. Nagle piłka wturlała się do włoskiej bramki, stadion ryknął, ale okazało się, że w bocznej siatce była dziura i żaden gol nie padł! Jak wychodziliśmy po meczu, paru Włochów głośno się cieszyło, że urwali punkty Biało- Czerwonym, z którymi przegrali przecież rok wcześniej na Mundialu w NRF 1:2. Idący koło mnie wąsacz Sarmata skomentował głośno i z wyraźną niechęcią w głosie: „Jak żeście w Stuttgarcie w dupę dostali, to tak się nie cieszyliście!”. Synowie Italii nie znali polskiego, lecz intonacja głosu wystarczyła, żeby się przymknęli.
Pierwszy wyjazdowy mecz drużyny narodowej z moim kibicowskim udziałem to podróż do Lipska na spotkanie z komunistyczną NRD. Miałem wtedy 16 lat. Żeby pojechać, musiałem na parę dni zerwać się z ogólniaka. Klasyczne wagary, a do tego jeszcze piłkarskie. Przegraliśmy 1:2 po dwóch golach Joachima Streicha, choć prowadziliśmy 1:0. A ja zapamiętałem jednego kibica z naszej wycieczki organizowanej przez Orbis w wieku średnio-starszym, który ledwo ukrywał radość z porażki Polaków, folksdojcz jeden. Brakowało mu tylko tyrolskiego kapelusika i swastyki.
